Powieść intryguje i zastanawia. Stawia czytelnika w niezręcznej sytuacji – czy współczuć bohaterom, obdarzyć ich empatią, wspierać? Tak podpowiada intuicja – by bronić relacji ojciec-syn, która wreszcie jest poprawna, mimo wyjątkowo niewygodnych okoliczności. Ale może raczej powinno się ganić ich postawę bez względu na wszystko – popełnili błąd i świadomie brnęli dalej, wbrew prawdzie, etyce, prawu, a nawet sobie. Jak mówi znany slogan - punkt widzenia jest zależny. Siedząc w wygodnym fotelu, z kubkiem herbaty, w pustym mieszkaniu, nie ma się nic do stracenia. Można swobodnie ocenić, można sobie wyobrazić, co by było, gdyby. Inaczej ma się sytuacja, kiedy jest się rodzicem. Wtedy nawet ciężko myśleć o jakimkolwiek „gdyby”. Historia Jake’a i Ryana wychodzi więc poza swoje ramy, poza stronice książki, angażując nie tylko czytelnicze instynkty, skupiające się na fabule, stylu, estetyce i konstrukcji, ale także wyższe, zaglądające między to, co napisane.