"Trzeba by na nim kłaść facetów", myśli mściwie Ewa.
- Ileż ty masz lat, dziecino? - pyta łagodnie lekarz. - No, kładź się... Nie tak, co robisz... zdejmij majtki!
Lekarz podchodzi i Ewa mocno zaciska oczy. "Nie czuć i nie myśleć. Nie czuć i nie myśleć..."
- Hmmmm, ciąża, prawidłowa, drugi miesiąc.
- Mogę już wstać? - szepcze Ewa. "Jak mam mu dać znak, że chcę TO wyskrobać", zastanawia się, wkładając z powrotem majtki i poprawiając spódnicę.
- Ja TEGO nie chcę - mówi wreszcie, niemal zdecydowanym tonem, gdyż podłoga dodaje jej tej pewności, którą wcześniej odebrał fotel.
- Rozumiem. Ale wiesz, że to zabronione? - pyta lekarz.
Ewa nie wie, co odpowiedzieć, więc również pyta:
- A czy to prawda, że to nic nie boli?
- Nie boli, bo śpisz.
- I to jest prawie tak jak wyrwanie zęba?
- Nie - mówi lekarz. - Bo to jest dziecko, a nie ząb.
- To po co pan to robi? - pyta Ewa agresywnie.
- Czasem trzeba. Po to, by nie skrzywdzić dziecka. A czasem po to, by nie skrzywdzić matki. To dziwnie brzmi, ale niekiedy to jest prawda. Bo kwestia aborcji jest bardziej złożona, niż myślą politycy.
"W dupie mam kwestię aborcji", szepcze Ewa w myślach.
- Ale najpierw porozmawiajmy - ciągnie lekarz. - Odpowiadaj szczerze, a ja zdecyduję, czy w ogóle to zrobię. Nie zawsze się podejmuję. Ile masz lat?
- Dziewiętnaście.
- Co robisz?
- Jestem ekspedientką.
- Masz męża?
- Nie.
- Kto jest ojcem dziecka?
Ewa milczy.
- Odpowiedz. To ważne.
- Nie wiem.
- Jak możesz nie wiedzieć? - pyta lekarz. - Jeśli mi powiesz, że było ciemno i go nie widziałaś, to przysięgam, że cię odprawię. Nie robię tego tylko dla forsy, naprawdę.
- To był gwałt - mówi niechętnie Ewa. - Było ich trzech. Skąd mam wiedzieć, który jest ojcem? Wszyscy trzej? Czy tylko jeden? Nie znam się na tym.
Lekarz patrzy na nią i przygryza wargi, jakby żuł gumę.
- Jeśli gwałt, to masz prawo do zabiegu - mówi wreszcie. - Za darmo.
- I zrobi mi to pan za darmo? - ożywia się Ewa.
- Tak, ale najpierw pójdziesz i zgłosisz na policji. Potem trzeba będzie udowodnić gwałt, a to nie zawsze jest proste. Ale jak już udowodnisz, wtedy dostaniesz zaświadczenie z sądu, a komisja lekarska wyrazi zgodę na legalny zabieg.
Ewa wytrzeszcza oczy na lekarza.
- Przecież do tego czasu z dziesięć razy urodzę - mówi.
Lekarz milczy.
- Nie chcę, żeby tylu obcych ludzi wiedziało, że ktoś mnie zgwałcił! Ja tego nawet w domu nie powiedziałam!
Lekarz nadal milczy.
Ja tego nawet w domu nie powiedziałam:
...bo już lepiej obcemu niż rodzicom. Tata też by milczał. Mama by wrzasnęła: - Że też nikomu takie świństwo się nie przytrafia, tylko akurat tobie, jakbyśmy mieli za mało kłopotów! W porządnych domach nic takiego się nie zdarza! Co ty sobie myślisz?! Czy ty wiesz, co powiedzą znajomi? Sąsiedzi? Ludzie w mieście? Będą pokazywać cię palcami i mówić: "To ta, co ją zgwałcili!" I wiesz, co zrobią? Będą się zastanawiać, ile w tym było twojej winy, bo to jasne, że nie każdego gwałcą, gwałcą tylko te dziewczyny, które tego chcą, które prowokują facetów, które się puszczają, po których widać że chętnie by się puściły! Boże drogi, i co my z tym teraz zrobimy... Matko Bosko Częstochowsko...!
- To ja już wolę zrobić to za pieniądze - oświadcza Ewa.
- Powiedz mi jeszcze, kto chowałby dziecko, gdyby się urodziło? - pyta lekarz.
Ewa myśli przez chwilę.
- Mama? Nie, mamę by szlag trafił. Ja? Ja nie chcę tego dziecka. I niby z czego mam je chować, jak zarabiam osiemset złotych? Dlaczego pan o to pyta? Powinien pan zapytać, czy mam kasę na zabieg!
- To kosztuje dwa tysiące pięćset, czyli niemało - mówi lekarz.
- Wiem - mówi potulnie Ewa i myśli w duchu: "Jezusie Maryjo, tyle forsy? Więcej niż Marysia... Ceny znów poszły w górę? Powinnam wiedzieć, że skoro wszystko idzie w górę, to także to. Jezu, ja się zabiję".
- Pytam, bo robię to tylko wtedy, gdy mi się wydaje, że tak będzie lepiej. Łamię prawo, nie jestem nieomylny, ale przynajmniej jestem w zgodzie ze sobą - ciągnie lekarz. - Ale to cię pewnie i tak nie obchodzi. Te z was, które mówią o wyrywaniu zęba, a jest was więcej, niż sądzisz, myślą tylko, żeby się TEGO jak najszybciej pozbyć. A ja wtedy myślę o dziecku.
Zapada cisza, a po chwili lekarz mówi:
- Przyjdź w najbliższy czwartek o siedemnastej, tu masz adres.
Ewa zmierza do drzwi, ale coś ją zatrzymuje. Jej spojrzenie pada na monitor koło leżanki.
- To w tym je widać, tak?
- Co? - pyta lekarz.
- Teraz są takie aparaty, że można je zobaczyć?
- Kogo?
- Dziecko.
- Tak. Chcesz zobaczyć to twoje? Dobrze, ale powiedz mi szczerze, dlaczego? - pyta lekarz z zaciekawieniem.
- Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Czemu pan pyta?
- Co ci to da, jeśli ci powiem, że piszę pracę doktorską z pogranicza medycyny i psychologii? - odpowiada lekarz pytaniem na pytanie.
Ewa wzrusza ramionami.
- No to kładź się, będziemy go szukać.