Opowieści z Blarnii

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Pewnego razu było sobie czworo dzieci o imionach Pietrek, Zuza, Edek i Ubikacja, a ta książka opowiada o tym, co im się przydarzyło, gdy rodzice sprzedali je do eksperymentów medycznych. No, w zasadzie wypożyczyli, bądźmy wobec nich w porządku.
Któregoś ranka Pietrek, Zuza, Edek i Ubikacja zostali wbrew swojej woli starannie zapakowani w szary papier i doręczeni do domu starego profesora. Profesor, który referencje kupił sobie przez Internet, mieszkał na zupełnym zadupiu, dziesięć długich mil od najbliższego komisariatu. Nie bez powodu. Pewne rzeczy, które działy się w jego domu, miały dość podejrzany charakter, ale tak to już bywa z postępem nauki. Profesor nie miał żony, co po części go zdradzało, i mieszkał w wielkiej, pilnie strzeżonej rezydencji z gosposią, która nazywała się pani Makbet, oraz z kilkoma służącymi. Byli oni zbytnimi prostakami, aby występować w książce czy nawet mieć nazwiska z prawdziwego zdarzenia. Nie martwcie się, więcej o nich nie wspomnę.
Profesor miał siwe włosy i wielkie, budzące grozę bokobrody, jakie dzieci widziały wcześniej tylko raz, na przerażających zdjęciach Isaaca Asimova. Nosił biały kitel laboratoryjny i miał stetoskop, którym ciągle wszystko osłuchiwał, nawet takie przedmioty, jak stoły i krzesła. Kiedy podszedł do drzwi, by rozpakować i przeszukać czworo dzieci z rodziny Perversie, te miały ochotę wziąć nogi za pas, jakby ich ciała wypełniły wirujące bąbelki. Ucieczka zdawała im się jednak czymś nieuprzejmym, zwłaszcza że sprzątaczki trzymały pod fartuchami uzi.
Dzieci stały więc w wielkim holu, a pani Makbet rozcinała im sznurki i odklejała znaczki pocztowe (Edkowi wyskubała przy tym kawałek brwi). Kiedy byli już rozpakowani, profesor obejrzał im zęby i chrząknął z zadowoleniem. Chociaż żadne z dzieci nie było nigdy w Szwecji, wszystkie natychmiast doznały syndromu sztokholmskiego, obdarzając profesora bezgranicznym zaufaniem i sympatią. To znaczy wszystkie z wyjątkiem najmłodszego Edka. Edek był najmądrzejszy z rodzeństwa Perversie i miał z tego powodu kłopot. Jego brat Pietrek cierpiał na chroniczny wstrząs mózgu, zbyt wiele bowiem piłek do krykieta trafiało go prosto w czoło. Mózg jego siostry Zuzy był przeciętny i stosunkowo mało uszkodzony. Dziewczyna jednak uważała niekonwencjonalne myśli za plamy na honorze, była zatem niewiarygodnie, powalająco wręcz nudna.

Jeśli chodzi o najsłabszą z miotu, biedną, piszczącą, zagubioną Ubikację – nikt dokładnie nie wiedział, co jest z nią nie tak. Nieustannie wpadała w tarapaty. Pewien lekarz, kończąc wizytę, nazwał ją „geniuszem autodestrukcji”. Zuza, jako że tylko ona była choć trochę odpowiedzialna, miała pełne ręce roboty, próbując uchronić Ubikację przed przypadkowym otruciem, uduszeniem, zgnieceniem, złożeniem w ofierze czy unicestwieniem się w inny sposób. Czasami bez wątpienia wiedziała, co robi – na przykład teraz. W chwilę po wejściu do domu profesora, Ubikacja wdrapała się na stół i bezskutecznie usiłowała ssać końcówkę wyłączonego palnika gazowego z epoki wiktoriańskiej.
Edek patrzył na nią beznamiętnie.
- Uwaga do siebie – powiedział do swojego palca wskazującego. – Temat: zachowanie Ubikacji.
Edek Perversie miał mocne postanowienie, że kiedyś stanie się bogaty i wpływowy. Pierwszym krokiem do tego celu było jego zdaniem sprawienie sobie przenośnego dyktafonu, by nie zapominać wszystkich genialnych myśli i spostrzeżeń, które każdego dnia przychodziły mu do głowy. Edkowi pomysł wydawał się najzupełniej rozsądny, kiedy jednak poprosił rodziców o zakup takiego urządzenia, ci patrzyli na niego z osłupieniem. Zdaniem Edka, był to kolejny dowód, że państwo Perversie to idioci, skazani na życie w nędzy. Edek nieraz zastanawiał się, czy będzie ich utrzymywał, gdy się zestarzeją. Uznał, że prawdopodobnie jednak będzie, żeby mieli nauczkę.
Niezrażony Edek postanowił i tak pielęgnować swój zwyczaj, dlatego też często można go było zobaczyć, jak dyktuje godne zapamiętania plany i cenne uwagi na temat Niezwykłego Spektaklu Życia do uniesionego palca wskazującego prawej dłoni.
– Czy zachowanie Ubikacji to wołanie o pomoc? Czy też – powiedział tym razem – po prostu wołanie o wciry?
Pomijając już opinie Edka, zapewne nawet sama Ubikacja nie rozumiała, jakie siły pchają ją do tego, by – przywołując jeden z mniej barwnych przykładów – przez całe piękne, letnie popołudnie próbować rozpłaszczyć się na śmierć za pomocą wałka mamy. Dzieci wcale nie mają mniej tajemnic niż dorośli, tyle tylko, że to wszystko upakowane jest w mniejszej przestrzeni.
Pietrek zauważył, że brat nagrywa swoją uwagę. Chociaż Edek już wiele razy tłumaczył mu, na czym polega ta czynność, spytał: - Co robisz, dłubiesz w nosie?
Edek wykrzywił się w uśmiechu. Eskimosi mają wiele słów na określenie śniegu, a Edek dysponował całym repertuarem min, które miały wywołać negatywne emocje u rodzeństwa. Pewnie trudno ci będzie w to uwierzyć, drogi czytelniku, ale Edek miał to nieszczęście, że jego rodzina to były wielkie fujary. Rzecz niemal niesłychana, wiadomo bowiem, że rodzeństwo to na ogół najlepsiejsi kumple na całym świecie. Ty sam, na przykład, z pewnością tak przepadasz za swoimi braćmi i siostrami, że często aż nie możesz tego znieść. Założę się, że czasami sam się szczypiesz i walisz po uszach, tak dla czystej przyjemności. Ale biedny Edek nie miał tyle szczęścia. Oprócz tego, że robił miny, to jeszcze dręczył tamtych, kiedy tylko mógł i jak mógł. Rodzeństwo nigdy nie było w stanie przeniknąć jego diabolicznej przebiegłości. W wyniku tego pozostałe dzieci z rodziny Perversie stały się przesądne i wierzyły (na przykład), że złe chochliki zaczynają każdy dzień od sikania im do płatków śniadaniowych. Teraz tym łatwiej było uwierzyć
w podobne niesamowitości, skoro znaleźli się w starym, budzącym dreszcz domu na zapadłej wsi, pełnym dziwnych ludzi, z których niejeden miał pewnie bogatą kartotekę.

Po kilku godzinach papierkowej roboty, która jeszcze się wydłużyła z powodu sprzeczek (Zuza nie mogła uwierzyć, że „kontraktowa niewola” oznacza właśnie to, co powiedział Edek, wydawało jej się to bardzo nie fair), dzieci zostały wysłane do łóżek.
- Dziś nie będzie kolacji – oznajmił profesor Berke – żebyśmy jutro mogli od samego rana zacząć testy.
Po chwili chłopcy przekradli się do pokoju dziewcząt, by porozmawiać.
- Rewelacyjne miejsce! – krzyknął Pietrek, wpadając do środka. – Rodzice daleko! Możemy robić, co chcemy! – Niestety, Pietrek chciał robić to, co zawsze, czyli przejawiać nadmierną ruchliwość i zachowania destrukcyjne. Trzymając poduszkę niczym piłkę do rugby, pomknął przez pomieszczenie, wpadając na różne rzeczy.
- Zatrucie testosteronem – mruknął Edek, uchylając się przed upadającym wieszakiem na płaszcze. – Kto jeszcze uważa, że profesor znajduje się na liście najbardziej poszukiwanych przez Amnesty International? – spytał.
- O, wcale nie jest taki zły – stwierdziła łagodnie jego starsza siostra Zuza. – Moim zdaniem to miły staruszek.
- No, oczywiście – powiedział Edek. – Czekaj... Powiedziałaś „miły”?
Zuza zmarszczyła brwi na te słowa. Marszczyła brwi przy każdej okazji. Takim już była dzieckiem, nadzwyczaj poważnym, choć obywała się przy tym bez typowych wymówek dorosłych, takich jak niezapłacone podatki czy trudna menopauza. Wszyscy podskoczyli, gdy Pietrek uderzył w komodę i stracił przytomność. Ciężko się rozmawiało, gdy Pietrek był w pobliżu.
- Przestępca czy nie, ten profesor jest cholernie skąpy – prychnął Edek. – Żebyśmy sami musieli płacić za przesyłkę...
- To bardzo uprzejmie z jego strony, że nas przyjął – wtrąciła Ubikacja – przy tych niemieckich bombardowaniach Londynu... – Obejrzała jakąś książkę, po czym niepewnie spróbowała zamknąć ją na swojej krtani. Bez powodzenia.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE