Nie da się ukryć, że zawiłości teologiczne nauk Jakuba Franka trudno byłoby uznać za łatwe do zrozumienia dla jego współczesnych, a tym bardziej dla czytelników powieści Olgi Tokarczuk. Nie jest to jednak żadnym mankamentem, gdyż autorka potrafiła nawet o tych skomplikowanych kwestiach pisać w naprawdę zajmujący sposób, wykorzystując je raczej do budowania klimatu opowieści niż snucia rozważań natury czysto religijnej. Z kolei „zewnętrzne” skutki wyborów dokonywanych przez frankistów wiele mówią nie tylko o nich samych, ale i czasach, w których żyli. Początkowo ich możni szlacheccy protektorzy i dostojnicy kościelni dostrzegali w tym ruchu szansę na ochrzczenie mnóstwa „zbłąkanych” żydowskich duszyczek. Tymczasem możemy obserwować, że Jakub Frank z równą łatwością przyjmował islam, jak i przechodził na katolicyzm, traktując to jedynie jako etap w swojej działalności jako Mesjasza, który ma zaprowadzić Żydów ku prawdziwej wierze w Boga. Późniejsza kariera twórcy żydowskiej sekty pełna była wzlotów i upadków,
z których w pamięci czytelników na pewno pozostanie wieloletni pobyt Jakuba Franka w odosobnieniu na Jasnej Górze, początkowo dobre przyjęcie w Wiedniu (a w szczególności romans jego córki Ewy z cesarzem Józefem II), a wreszcie ostatnie lata życia spędzone w otoczeniu rządzącego się specyficznymi regułami „dworu”, który momentami liczył nawet kilkuset frankistów.