Dora mówi nie w prawdziwym języku, tylko po hiszpańsku, na przykład lo hicimos. Zawsze nosi Plecak, który ma więcej w środku niż na zewnętrzu; wszystko, co potrzebuje Dora: drabiny i kombinezon astronauty, rzeczy do tańczenia i grania w piłę i na fecie, i do przygodowania z Butkiem, jej najlepszym przyjacielem małpiszonem. Dora zawsze mówi, że przyda jej się pomoc, moja pomoc, tak jakbym umiał coś wyczarować; czeka, aż powiem „Tak”. Krzyczę: „Za palmą!” i niebieska strzałka klika tuż za palmą, a Dora mówi „Dziękuję”. Żadna inna osoba z telewizora nie słucha. Na Mapie pokazują się zawsze trzy miejsca, musimy iść do pierwszego, żeby dostać się do drugiego, żeby dostać się do trzeciego. Idę z Dorą i Butkiem, trzymam ich za ręce i śpiewam też wszystkie piosenki, szczególnie z fkołka-mi, przybijaniem piątki albo tańcem kaczuch. Musimy uważać na przebiegłego liska Rabusia, krzyczymy: „Rabuś, nie kradnij!” trzy razy, żeby się znerwował, powiedział „O jeny!” i uciekł. Kiedyś Rabuś zrobił motyla-robota na pilot,
ale coś nie wyszło i robot ukradł mu maskę i rękawiczki, to było śmieszne. Czasem łapiemy gwiazdy i wkładamy jej do kieszeni Plecaka, wybieram Gromką Gwiazdę, która wszystko budzi, i Przejściową Gwiazdę, która umie się zmienić w każdy kształt.