„Wnętrzności zawsze były w naszej rodzinie ważne – twierdzi Błażej. - Moja mama miała wyprute żyły i ciągle wypruwała nowe, i ciągle chodziła z otwartym przewodem. Odkąd pamiętam, miała otwarty przewód doktorski, a on sączył się i bolał, nie mogła go zamknąć, bo dzieci, bo Polska, bo mąż bohater, bo komuna, bo cały świat (...) A potem Mateusz zaczął rzeźbić wnętrzności, odlewać je z różnych tworzyw i łączyć ze sobą w złożone układy. I rozkładał je na podłogach galerii całego świata, połączone aortami wątroby i nerki, rozsmarowane na całej powierzchni wystawowej, pulsujące i okrwawione, a ludzie chodzili pomiędzy nimi, przekraczały je kobiety w wysokich szpilkach i krytycy sztuki w brudnych butach, wędrowały pomiędzy tymi wnętrznościami tłumy koneserów i snobów, śledząc połączenia i czytając tajemną mowę symboli”.