•
Tak się złożyło, że równolegle z Ewangelią ognia czytałem nową powieść Chiny Mieville’a The City & the City. Z pozoru Mieville pisze o zupełnie innych rzeczach. Pod mottem ze Sklepów cynamonowych Brunona Schulza rozwija wizję dwu miast dzielących tę samą przestrzeń geograficzną, choć całkowicie odrębnych kulturowo, językowo, społecznie, politycznie, gospodarczo. Rzecz dzieje się w naszym świecie, nie w uniwersum Bas-Lag znanym z Dworca Perdido i sequeli. Z rozsianych po tekście wskazówek możemy się domyślać, że podwójne miasto-państwo leży opodal Bałkanów, Rumunii, Turcji.
Jest mianowicie Beszel, ciemniejsze, bardziej wschodnioeuropejskie (węgierskie?), i jest Ul Qoma, kolorowa, z wpływami arabskimi, śródziemnomorskimi. Każda podróż z Beszel do Ul Qomy wymaga paszportu, wizy, przekroczenia granicy ze szlabanami, strażnikami itd. Zarazem – „grostopicznie”, jak pisze Mieville - Beszel i Ul Qoma znajdują się W TYM SAMYM MIEJSCU. Ich obywatele chodzą po tych samych ulicach (inaczej je nazywając), mieszkają w tych samych budynkach (pod różnymi adresami), jeżdżą tymi samymi drogami (w inaczej wyglądających samochodach), mijają się codziennie tysiące razy (nie mijając się). Najbardziej fantastycznym konceptem powieści Mieville jest to, że nie ma tu żadnego fantastycznego konceptu. (Pojawiają się dziwne starożytne artefakty, ale wyłącznie jako magofiny). Mapa satelitarna pokaże jedną metropolię pociętą zygzakami stref-tabu. Beszel i Ul Qoma istnieją bowiem wyłącznie w głowach ich mieszkańców.
Od małego wychowywano ich w tej oczywistości: żyjesz w jednym mieście, między swoimi, a to drugie miasto znajduje się ZA GRANICĄ. Jesteś w Ul Qomie, więc chociaż patrzysz na Beszelczyków - nie widzisz ich. To trick mentalny, który wrasta w sam rdzeń psychiki autochtonów. Niewidzenie, niesłyszenie, nieczucie, a jeśli trzeba - odwidzenie nielegalnie ujrzanego, odsłyszenie nielegalnie usłyszanego. “Jakże nie pomyśleć o tych opowieściach, na których wszyscy się wychowaliśmy? Mężczyzna z Ul Qomy i panna z Besz spotykają się w środku Copula Hall, po czym wracają do swych domów, by zdać sobie sprawę, że mieszkają - grostopicznie - drzwi w drzwi, i tak odtąd żyją: praworządnie i samotnie, budząc się o tej samej porze, chodząc przeplatającymi się ulicami blisko siebie, jak para, lecz każde w swoim mieście, nigdy nie Przekraczając, nigdy się nie dotykając, nie wypowiadając słowa poprzez granicę. Krążyły baśnie o renegatach, którzy Przekroczyli, lecz wymykają się Przekroczeniówce, żyjąc pomiędzy miastami - nie
wychodźcy, lecz wchodźcy, unikający sprawiedliwości i kary dzięki wyjątkowej niewyróżnialności. Powieść Pahlaniuka „Dziennik wchodźcy” znalazła się na indeksie w Beszel (oraz, z pewnością, w Ul Qomie)”.
Mieville miał tu oczywiście na celu dekonstrukcję kulturowych tabu, uświadomienie czytelnikowi sztuczności podziałów etnicznych, religijnych, politycznych itp., całej „nadbudowy”.
The City & the City jest poza tym dość standardowym kryminałem z figurą samotnego, niezłomnego detektywa pozbawionego życia osobistego; z labiryntem intryg prowadzących od morderstwa młodej kobiety do korupcji na najwyższych szczeblach władzy. Ale metafora owych „miast mentalnych” Mieville’a to jedna z najpotężniejszych, najelegantszych metafor w literaturze.