Rewolucja Godności

Pod koniec listopada 2013 roku Ukraina miała obchodzić 80. rocznicę Wielkiego Głodu. Wcześniej jednak parlament nie przyjął uchwały umożliwiającej podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Mieli półtora roku, by przygotować się do integracji z Unią. Jednym z warunków Wspólnoty było uwolnienie Julii Tymoszenko. Nie wyszło.

1 z 14Złudne nadzieje Wiktora J.

Obraz
© Wiktor Janukowycz i Władimir Putin/AFP

Najpierw pod parlament podeszła kilkutysięczna demonstracja, z ikonami i politycznymi, antyeuropejskimi hasłami. Hasłami z jednej sztancy, prawdopodobnie malowanych jedną i tą samą farbą. Prezydent Wiktor Janukowycz myślał, że to wystarczy, że sprawa jest zamknięta - parlament nie podpisał, społeczeństwo decyzję poparło, można rządzić dalej. Tym razem się przeliczył.

2 z 14Majdan oburzonych

Obraz
© Proeuropejski protest w Kijowie/AFP

O ile Pomarańczowy Majdan słuchał sercem, ten z 2013 roku miał słuchać głową. Takie przynajmniej było założenie ludzi, którzy zebrali się w proteście przeciwko decyzji o nieprzystąpieniu do Unii. Z początku, faktycznie, zaobserwować można było pozory racjonalizmu i pragmatyzmu. Nie było już bezkrytycznego zachłystywania się słowami polityków, a ludzie głośno domagali się konkretów, nie haseł.

Wraz z przybywaniem protestujących, coraz więcej zaczęło pojawiać się również milicji oraz dresiarzy z pałkami i kastetami. Z początku było to radosne, wesołe zgromadzenie ludzi oczekujących na informację o podpisaniu umowy. Kiedy okazało się, że takiego podpisu nie będzie, radosny Majdan przerodził się w Majdan oburzonych.

3 z 14Pierwsze starcia

Obraz
© Witalij Kliczko/AFP

Nad ranem 30 listopada 2013 roku, Berkut pobił studentów - systematycznie, metodycznie tłukli po głowach. Nie wiadomo w zasadzie dlaczego. Dziennikarze mówili, że rozkaz wydał Janukowycz wściekły za to, że podczas rozmów z unijną wierchuszką nikt z nim, prócz tłumacza, nie rozmawiał. Opozycyjni politycy zapowiedzieli wielki, ogólnokrajowy wiec.

1 grudnia tłum spotkał się przy pomniku Szewczenki, po czym udał na - zajęty już przez milicję - Majdan. Na czele Kliczko, Jaceniuk i Tiahnybok. Ten ostatni to lider "Swobody", partii domagającej się upamiętnienia UPA. Nie wiadomo, komu nerwy puściły, kto pierwszy cisnął kamieniem w Berkut. Odpowiedź była krwawa - 165 osób rannych, wezwano wojsko. Przynajmniej Majdan został odbity.

4 z 14Mała Europa

Obraz
© AFP

Na placu zaczęły wyrastać namioty, pojawiały się zasieki. W środku europejskiej stolicy zaczęła kształtować się niepodległa, majdanowa sicz. To, co się działo na Ukrainie, Europa nazwała Euromajdanem. Dla Ukraińców była to Rewolucja Godności. Władza, przez nich przecież wybrana, nie chciała ich wpuścić do Europy, postanowili więc stworzyć Europę na Majdanie.

Niektórzy jechali tu z miejscowości oddalonych nawet o kilkaset kilometrów, mając dość biedy i upokorzenia. Dziewięć lat wcześniej marzyli o Ukrainie bez Kuczmy. U schyłku 2013 roku - o Ukrainie bez Janukowycza, ale za to w Europie.

5 z 14Zdrowego, spokojnego Święta

Obraz
© ''Tituszki'' pod budynkiem ministerstwa/fot. Ivan Bandura/CC BY-SA 3.0

Nad Majdan nadciągnęli "tituszki", bandyci na usługach władzy, prowokatorzy. Jak się później okazało, naborem i wyposażeniem zajmował się sam Minister Spraw Wewnętrznych, Zacharczenko. 16 stycznia 2014 roku Rada Najwyższa przyjęła tzw. ustawy dyktatorskie. Zakazano manifestowania w kaskach i maskach.

Do pięciu lat więzienia groziło za blokowanie urzędów, była też kara za rozbijanie namiotów i pomówienia w internecie. 22 stycznia, w Dzień Jedności, na Majdanie zginął pierwszy człowiek. Artysta, Gruzin - Serhij Mihojan. Miał 21 lat. Jedna kula trafiła go w szyję, druga w głowę. Esemesami przekazywano sobie tę tragiczną wiadomość, padały kolejne strzały, nasilały się krzyki, chaos. Na stronie internetowej prezydent Janukowycz życzył wszystkim zdrowego, spokojnego Święta Jedności i Wolności.

6 z 14Heroizm na barykadzie

Obraz
© Arsenij Jaceniuk/AFP

Opozycja co jakiś czas zjawia się na scenie Majdanu, stawia kolejne "ultimatum" Janukowyczowi i czym prędzej wraca do domów - za zimno, za głośno i po głowie można dostać. Jaceniuk, w geście heroizmu popchnął nawet metalowy śmietnik na jakiejś barykadzie. Chwilę później jednak stwierdził, że już wystarczy i też poszedł do domu.

Tłum do domów nie wraca, budują kolejne barykady. W siłę rośnie Prawy Sektor, biorący odpowiedzialność za bezpieczeństwo. "Swoboda" Tiahnyboka odstawiana jest na boczny tor, ku wściekłości radykałów. Normą stają się kolejne krwawe noce, łomot, huk roztrzaskujących się koktajli Mołotowa. Politycy tymczasem przerzucają się mętnymi frazesami i snuciem wywodów, z których nic nie wynika.

7 z 14Upokorzenie triumwiratu

Obraz
© Witalij Kliczko/AFP

18 lutego miał rozpocząć się pokojowy marsz pod parlament. Na czele tym razem Tiahnybok, Jaceniuk i komendanci Majdanu. Tylko że tu już nie ma miejsca na jakiekolwiek pokojowe marsze - są kolejne zamieszki, trupy, płoną budynki. Berkut odbija barykady, na Majdanie aż czarno od mundurów znienawidzonej formacji. Jedna tylko noc przyniosła 206 rannych, z których 16 zmarło. Jedenastu zostało zastrzelonych z broni myśliwskiej. 21 lutego Jaceniuk, Tiahnybok i Kliczko podpisali porozumienie z Janukowyczem. Najważniejszym punktem było rozpisanie wcześniejszych wyborów parlamentarnych.

Majdan cierpliwie czeka na wynik rozmów, żegna tych, którzy zginęli. W sumie już sto trumien. Tymczasem na telebimie trójka przywódców ściska dłoń temu, który za tę tragedię jest odpowiedzialny. W końcu zjawiają się na Majdanie, dumni, szczęśliwi, zwycięscy. Tłum nie wytrzymuje. Na scenę wskakuje dwudziestosześciolatek, Wołodymyr Parasiuk, odbiera mikrofon Kliczce i krzyczy: "Jutro o 10:00 rano Janukowycz ma odejść! Nikt nie będzie czekał do listopada 2014!" Triumwirat schodzi ze sceny. Kliczko na nią jeszcze wróci, by przeprosić. Janukowycz nazajutrz ucieka.

8 z 14Hybrydowa agresja

Obraz
© Przygotowanie do referendum w Sewastopolu/AFP

Historia Ukrainy przyspieszyła, parlament uchwalił powrót do konstytucji z 2004 roku, rozpisano wybory na maj, zwolniono Tymoszenko z więzienia. Nie ma triumfu, radości, jest tylko rozczarowanie i gniew. I te sto trumien.

A potem - pseudoreferendum na Krymie i rosyjska operacja wojskowa, którą szumnie nazywano wojną hybrydową. Ładny to, techniczny synonim zwykłej agresji zbrojnej, w której wzięły udział zarówno jednostki Floty Czarnomorskiej, jak i regularna armia wspierana przez tzw. samoobronę Krymu. Ukraińscy politycy wiedzieli, że możliwy jest już tylko walkower lub wojna. Wybrali to pierwsze. Zajęci byli zresztą swoimi sprawami - Poroszenko szybko pozbył się Kliczki "awansując" go na stanowisko mera Kijowa. Pierwszą jego obietnicą było to, że sprzeda czekoladowy biznes - do tej pory nazywany był "czekoladowym królem" - by zająć się porządkowaniem kraju. Biznesu nie sprzedał, nawet fabryki w Rosji. Rewolucja godności przecież się skończyła, a zaczęła prezydentura. Ta zaś z godnością rzadko ma cokolwiek wspólnego.

9 z 14Świat zauważa wojnę

Obraz
© AFP

17 lipca 2014 roku świat zorientował się, że na wschodzie jest jakaś wojna. Musiało zginąć 283 pasażerów i 15 członków załogi malezyjskiego Boeinga. Dopiero gdy śmierć ponieśli obywatele świata, a nie Ukraińcy, świat przyjął do wiadomości, że od lutego 2014 giną tam ludzie. Do tej pory to była sprawa Ukrainy i Rosji, a reszta globu ten całkiem nieźle się z tym czuła. Tymczasem okazało się, że pocisk Buk, wyprodukowany w Rosji i wystrzelony z terenu okupowanego przez separatystów, tym dobrym samopoczuciem zachwiał.

Przyznać trzeba, że był z tym niemały problem. Z jednej strony - wielkie słowa i demokracja, z drugiej - życie. Niemcy mają energetyczne interesy z Kremlem, Francja sprzedaje Rosji uzbrojenie, a Brytyjczycy trzęsą się o pieniądze tych Rosjan, którzy lokują kapitał nad Tamizą. W końcu Niemcy obiecali Ukrainie 0,5 miliarda euro na odbudowę Zagłębia Donieckiego. Piękny gest, tylko że zagłębie już zajęte przez separatystów. Ot, drobiazg.

10 z 14W Iłowajsku czołgów brak

Obraz
© Proukraińscy bojownicy z Doniecka/AFP

Tymczasem Donbas płonie. Z początku walczą tu ochotnicze bataliony, pospolite ruszenie. Ukraińcy jednak nie mają tu pretensji do władz. Obywatele doposażają armię lepiej, niż państwo, w zasadzie wypełniając większość jego funkcji. Wierchuszce pozostaje bogacenie się - tak było, jest i będzie. Czasem wierchuszka ta zapewnia igrzyska, organizując większą defiladę, jak podczas Parady Zwycięstwa.

Czołgi dumnie przejeżdżały przez Kijów, wzniosłe hasła polityków wznosiły się nad głowami tłumów. Serce rosło, gdy słyszało się, że Ukraina jest potężna, że da radę. W tym samym czasie, w Iłowajsku czołgów nie było; jak wspomniano, jeździły po Kijowie, ku chwale i na cześć. Była za to rzeź ochotniczych batalionów - zabito co najmniej 500 osób - dokonywana przez rosyjskie wojsko. Zresztą oficjalnie i tego wojska wcale tam nie było. Złapani żołnierze tłumaczyli, że może i są z rosyjskich dywizji powietrzno-desantowych, ale po prostu nie zauważyli granicy i się trochę zgubili.

11 z 14Je ne suis pas Taras

Obraz
© AFP

Jedni zgubili się tak bardzo, że trafili w okolice Wolnowachy. Musieli być na tyle zdezorientowani, że wystrzelili kilka rakiet Grad - pewnie aby koledzy ich zlokalizowali, bo przecież żadnej wojny tam nie ma. Trafili w autobus. Zginęło 13 osób, głównie kobiety i dzieci. Kilka dni wcześniej, islamscy terroryści zamordowali siedemnaście osób w Paryżu. Świat prześcigał się wówczas w licytowaniu, kto jest bardziej Charlie - hasło "Je suis Charlie" było tak popularne, że jego autor postanowił je zastrzec.

Dzierżyli je politycy, artyści, można więc je opatentować, zarobić, sprzedawać prawa przy okazji następnej rzezi. Czysty zysk. Po masakrze pod Wolnowachą nikt nie chciał być Tarasem, Jeleną czy Żenią, a możni, którzy niedawno maszerowali przez Paryż, do Kijowa już nie pojechali. Za daleko. A przecież oficjalnie na Ukrainie żadnej wojny nie było, więc i tu, i tu, mieliśmy do czynienia z aktem terroru. Może za daleko. A może w tym autobusie zginęło za mało osób, by być "Je suis..."?

12 z 14Człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć

Obraz
© Protest w Kijowie po zamachu w Wołnowasze/AFP

Świat po masakrze w Wołnowasze milczał, a przecież człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć. Taki właśnie tytuł nosi zbiór reportaży Marii Stepan, korespondentki TVP. Była ona w centrum najistotniejszych wydarzeń na Ukrainie - Majdan, Donieck, Krym, Mariupol... Książka ta jest zapisem dramatycznych wydarzeń, które coraz gorliwiej się przypudrowuje, dla świętego spokoju.

Ci, którzy na początku myśleli, że walczyli z Janukowyczem, potem - że z Rosją, dziś przeżywają gorycz i rozczarowanie. Czują, że trawi ich trzeci, wewnętrzny wróg, korupcja i oligarchowie. Że znów zostali wykorzystani. Pokój jest dokładnie taki, jak ta nieszczęsna defilada w czasie, gdy wyżynane były ochotnicze bataliony: dęty, fasadowy i na pokaz.

13 z 14Wygodna wojna

Obraz
© AFP

Coraz częściej słychać, że na front nie ma sensu jechać, bo to wojna oligarchów, załatwiających jakieś swoje ciemne interesy. Ewentualnie że to przepychanki między Rosją i Stanami Zjednoczonymi, dzielącymi sobie świat, przelewając ukraińską krew.

Są i jeszcze mocniejsze głosy. Że ta wojna w zasadzie ukraińskiej władzy jest na rękę. Że prezydent to nie żaden Sahajdaczny czy Chmielnicki, a kolejny biznesmen. Tu się wytarguje, tam coś załatwi, byle utrzymać się u władzy. Dopóki zaś zdolni i aktywni Ukraińcy będą na froncie, nie będzie ich w Kijowie. A wraz z nimi nie będzie pytań o korupcję i brak reform. To wygodny układ.

14 z 14Rewolucyjne domino

Obraz
© wyd. Zwierciadło

Majdan, Krym i Donbas stanowią wyraźny łańcuch przyczynowo-skutkowy. Abstrahując od mocnej wypowiedzi, jakoby wojna była na rękę Ukrainie wydaje się, że coraz mniej jest ona na rękę Rosjanom. Tak wynika zresztą z analizy zamieszczonej w "Wiedomosti" z okazji drugiej rocznicy zajęcia półwyspu. Napisano w niej, że aspekty hybrydowe wojny, w której Rosja jakoby nie uczestniczy, zostały przeniesione na ogólne zasady polityki zagranicznej. Postkrymska mobilizacja wzmocniona antyzachodnią retoryką pozwoliła na czystki w niezależnych mediach i instytucjach zajmującymi się prawami człowieka.

Prezydent Putin znów jest silnym, twardym przywódcą prężącym muskuły dając nadzieję na odrodzenie wielkości państwa. Problem w tym, że w odpowiedzi na sankcje po wydarzeniach w Donbasie, Rosja ograniczyła import do wielu krajów, pogłębiając narastający kryzys i recesję. Na razie społeczeństwo znosi to cierpliwie i w milczeniu, traktując jako przejściowe trudności na drodze do przywrócenia imperium. Niezależnie od tego, już teraz pewnym jest, że Rewolucja Godności zapoczątkowała proces, którego skutki są dużo bardziej długofalowe, niż Pomarańczowa Rewolucja. Dzięki interesującym reportażom Marii Stepan, zatytułowanym "Człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć. Reportaże z Ukrainy", możemy etapy tego procesu prześledzić.

Mirosław Szyłak-Szydłowski/ksiazki.wp.pl

Wybrane dla Ciebie