Na pewno nie zawiodą się wielbiciele superbohaterskiego łomotu, bowiem starć jest tu istotnie co niemiara. Bijatyki z udziałem kilkunastu postaci jednocześnie, bez litości dewastujących wszystko w zasięgu wzroku często zajmują dwie strony komiksu – najlepiej wypadają te narysowane przez niezawodnego Douga Mahnke i Mikela Janina – jednak wbrew pozorom fabuła „Trójki” nie opiera się jedynie na następujących po sobie, spektakularnych mordobiciach. Największą zaletą tomu okazuje się zaskakująca, nie bójmy się użyć tego słowa, finezja, z jaką scenarzysta misternie łączy wątki wszystkich wspomnianych serii w jedną logiczną całość. Doprowadzając tym samym do szokującego finału, po którym nowe uniwersum DC najprawdopodobniej nigdy nie będzie już takie samo. Wspomniane zaskakujące zakończenie to jednocześnie wstęp do „Wiecznego zła”, kolejnej listopadowej premiery wydawnictwa Egmont, dlatego czwarty tom „Ligi Sprawiedliwości” należy rozpatrywać przede wszystkim pod tym kątem.