Nie tylko śledztwo zrazu toczy się powoli, później nabiera tempa. Także sprawca najwyraźniej czekał całe lata, a może nawet dziesięciolecia, żeby wziąć odwet na rodzinie Degroof. Efektem jest seria wyrafinowanych przestępstw, zdradzających ogromną wiedzę i wyobraźnię sprawcy, a także jego diaboliczne poczucie humoru. Scenariusze zamachów na rodzinę Degroof są jak z innej, dużo ciekawszej bajki, bo ani samo śledztwo, obficie podlewane piwem i napędzane intrygami wewnątrz policji oraz podszytą polityką przepychanką między policją, żandarmami i prokuraturą, ani też rozwiązanie zagadki, niegodne diabolicznego umysłu przestępcy, który wyraźniej lepiej dawał sobie radę z przedsięwzięciami à la Fantomas, niż z własnym życiem osobistym, w moim przekonaniu nie dorównują wątkowi „kwadratu zemsty”. Efektem jest dziwna nierównowaga pomiędzy małym realizmem Belgii połowy lat dziewięćdziesiątych z całym kontekstem małej i wielkiej polityki, a zbrodniami rodem z Dumasa . W którą stronę zdążać będą kolejne części? Jeśli w stronę bitwy o stołki i spódniczek pani wiceprokurator, to raczej nie warto.