Szwedzki humanista czekał przy stoliku, drobnymi łykami popijał koniak albański i przez panoramiczną szybę gapił się na Polaków przemierzających zanurzoną w błotnej tonacji listopadowego wieczoru płytę Rynku. Wyglądał niczym kapitan Nemo wpatrujący się w nieruchawa topiel przez kryształową ścianę "Nautiliusa". Od czasu do czasu zwracał twarz ku mnie. Odkładałem wówczas słuchawkę i nadając rysom twarzy wyraz zakłopotania wynikającego z drobnej, nieistotnej i łatwej do pokonania przeszkody, zbliżałem się doń - nie siadałem jednak, pochylałem się tylko i cedziłem konfidencjonalnym półgłosem:
- Beautiful girl, I told you, seems to be busy. But don`t worry. If not today, tomorrow you will fuck for sure.
Szwed uśmiechał się samczo i unosił kieliszek. Ja unosiłem swój i wypijaliśmy. Szwed na siedząco, ja na stojąco. Szwed na siedząco, lecz widać było, iż nurtuje go niejasna chęć powstania z miejsca. Rozglądał się trwożliwie, jakby w obawie, czy nie łamie jakiegoś tubylczego obyczaju, który każe tego dnia, o tej godzinie, a zwłaszcza po wzniesionym właśnie toaście i wypowiedzeniu magicznej formuły przyrzeczenia, niezwłocznie powstać.
Uspokajającym, serdecznym, ale też i nie znoszącym sprzeciwu, a zarazem wykluczającym wszelkie celebralne sensy gestem poklepałem go po ramieniu, wierzchem tej samej ręki otarłem kąciki ust, wysupłałem z kieszeni kolejnego amerykańskiego papierosa, zapaliłem i mrugając porozumiewawczo, oznajmiłem:
- Now I`ll call to another one.
Szwedzki humanista powiedział coś, czego nie zrozumiałem. Był to chyba sprzeciw lub wyraz rezygnacji, choć mogła to też być uprzejma zachęta do kontynuowania podjętego dzieła - trudno powiedzieć. Ruszyłem z powrotem do automatu, minąłem kelnerkę niosącą kolejne dwa koniaki albańskie (do cieniutkiej bluzki miała doczepiona ogromną wizytówkę z imieniem i nazwiskiem - Iwona Goździk), minąłem oszklone drzwi i kolejny raz jąłem przegrzebywać kartki kalendarzyka, by znów wykręcić numer Joli Łukasik. Sygnał huczał złowróżbnie, jakby obwieszczając, iż jej mieszkanie opustoszało w stopniu o wiele większym, niż można by sądzić.