Postaci z Dracha wykazują trudny do zniesienia brak wyobraźni, są zupełnie pozbawieni duchowości czy choćby lekkiego rysu mistycznego, poza oczywiście starym Pindurem, miejscowym wariatem. Bierność wobec wydarzeń zewnętrznych, bezwiedność podejmowanych decyzji czyni z nich kogoś bardziej podobnego do gnomów niż ludzi, dzieci bóstw chtonicznych, samego Dracha-narratora. Powieść właściwie składa z patchworku życiorysów ludzi bliżej lub dalej związanych z rodem Josefa, przeżywających swoje małe życia dobrze lub źle, aktywnie lub pasywnie, po czym wszystkie ich czyny, całą bytność unieważnia śmierć. Śmierć – prawdziwy główny bohater Dracha – pojawia się wszędzie i niemal co stronę. Śmierć jako przecięcie linearności żywota jednostki ludzkiej czy sarniej, śmierć jako piwot w cyklu życia, śmierć jako najistotniejszy wyróżnik egzystencji, jedyny punkt godny uwagi. Małe żywoty postaci dalszoplanowych są skondensowane i szybko zmierzające do nieuchronnego, zgon podkreśla ich nieistotność i przedmiotowość w opowieści
narratora, niczym owadzi kleks na szybie pędzącego samochodu. Twardoch testuje śmierć na różne sposoby, próbuje się z nią oswoić, opowiadając o wielu jej możliwych wcieleniach, wielu twarzach. Czy zatem lęk egzystencjalny znika, bo zostaje przepracowany nieskończonymi permutacjami przypadków odejść w niebyt? Tkwi w tym pewien paradoks – samo istnienie rozumiane biologicznie istotnie wpisuje się pewien rytm, porządkowany przez geny, krew i cykl życia. Jednak nawet tak bezwiednie dryfujące postaci, jak bohaterowie Dracha, zostawiają swój ślad, co niechętnie przyznaje sam narrator. Ślad, a więc zmianę, powtarzalność zatem odbywa się w coraz szybciej zmieniającym kontekście tła społecznego i cywilizacyjnego.