Po namyśle uważam, że główną wartością dodaną w powieści Robin Hobb (w której nie brakuje mimo wszystko oryginalnych elementów, by przywołać choćby rozsiewaną przez najeźdźców dehumanizującą chorobę, zwaną Kuźnicą) jest niezwykle realistyczny i poruszający obraz samotności głównego bohatera. Nie przynależy on bowiem ani do ludu, ani do szlachetnie urodzonych, nie ma własnego miejsca. Długo sypia z psami w stajnach, a gdy tylko się tam zadomowi, królewski rozkaz przenosi go do zimnej i samotnej komnaty. Bastard z nikim nie może być całkowicie szczery, nawet z dawnym sługą ojca, a jego pierwszym opiekunem - koniuszym królewskim Brusem. Brus nie akceptuje Rozumienia - posiadanej przez swego kłopotliwego podopiecznego zdolności do związywania się ze zwierzętami. Uważa ją za niegodną królewskiego potomka, a przede wszystkim zagrażającą bezpieczeństwu i człowieczeństwu chłopca. Szybko do listy tajemnic Bastarda dochodzi jego szkolenie w tytułowym fachu, którego nie może nikomu ujawnić. Gdy tylko chłopak otrzymuje
szansę przynależności do elitarnej grupy posługujących się Mocą, rzuca na szalę dosłownie wszystko, by okazać się godnym tego zaszczytu. Bezwzględne szkolenie, jakie przechodzi u Mistrza Mocy, to z tego powodu jeden z najbardziej poruszających fragmentów powieści.