Scenarzyści nie patyczkują się z eskalacją konfliktu, co ma swoje pozytywne i negatywne strony. Od tego dualizmu w "Nowych 52" nie sposób uciec. Twórcy muszą jednocześnie wprowadzać nowych czytelników, przebudowywać przeszłość herosów i zaspokajać fanów. W efekcie nie oglądamy Wonder Woman jako bohaterki pomagającej ludziom, raczej dowiadujemy się o tym z dialogów, które muszą spełniać tak wiele funkcji, że czasami wydają się przez to odizolowane, niekonsekwentne, krótkie i wymuszone. Sama fabuła, ciąg przyczyno-skutkowy ma sens, więc na całe szczęście nie jest to powtórka z dziwnie rozplanowanego "Batman Detective Comics". Brian Azzarello nie boi się zwrotów akcji, widoku krwi i brutalnych pojedynków, nawet jeśli zapomina czasami o tym, jak ludzie ze sobą rozmawiają.