Vino Criminale

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Jak co dzień o tej porze Hippolyt Hermanus zszedł na dół do wsi, by spożyc śniadanie w barze Centrale. Oczywiście, jeśli mówiąc o śniadaniu, ma się na myśli caffè corretto, zawierajace więcej grappy niż kawy, i mały rogalik. Od tygodni przestrzegał tego zwyczaju. Wdrodze powrotnej kupi u Franca „Tirreno”, innej gazety tu nie mają, nie mowiąc już o jakiejkolwiek niemieckiej. Poeniej w rustico przejrzy ją pobieżnie, popracuje w ogródku, albo i nie, ale na pewno posiedzi sobie na leżaku pod sękatym drzewkiem oliwnym. Po południu posłucha muzyki, poczyta dalszy ciąg książki o Medyceuszach – wszystko, jak Pan Bóg przykazał.
Siedział przy kontuarze i obserwował, jak Sandro czyści filtr ekspresu, nasypuje świeżej kawy i przykręca pojemnik wyćwiczonym ruchem. Kiedy zahaczył wzrokiem o lustro, dopiero po chwili zorientował się, że ten nieogolony facet z włosami sięgajacymi pleców, w drucianych okularkach, to on we własnej osobie. Musiał przyznać, że bywały lepsze czasy. Osiadły tryb życia pozostawiał na jego wyglądzie wyraźny ślad.
– Ecco, il caffe. – Sandro postawił na barze filiżankę espresso.
– Grazie, Sandro, molto gentile.
Hipp odwrócił się od przykrego odbicia w lustrze i jego wzrok napotkał siedzących na zewnątrz pod markizą białoskórych turystów. Ale to też nie był budujacy widok. Na szczęście zaraz będzie ruszał z powrotem.
Czy to jego komórka? Sygnaturka brzmi podobnie. Sięgnął do kieszeni spodni po aparat, popularnie zwany we Włoszech telefonino, i spojrzał na ekranik. Odebrać? Nie miał szczegolnej ochoty na konwersację, ale w końcu się poddał.
– Hermanus – odezwał się krótko.
– To ja, Karl Talhammer. Jak się masz? Jesteś w swojej chatce w Toskanii?
Hipp odchrząknął.
– Tak, jestem na urlopie.
– Dobrze się składa, bo miałbym tam dla ciebie mała robótkę.
– Daruj sobie. Powiedziałem: jestem na urlopie. Odpoczywam.
– Niby od czego? Prawie nic przedtem nie robiłeś.
– Być może, ale właśnie mam na to ochotę.
– Od czasu tej sprawy z Praunsfeldem nie można cię do niczego namówić.
– Mam się wyłączyć? – zapytał Hipp.
– Nie, nie, chciałbym tylko, żebyś dla mojej firmy ubezpieczeniowej zainteresował się paroma kradzieżami. Ostatnio w północnych Włoszech ukradziono kilka ciężarówek z drogim winem. Sassicaia, Tignanello...
– Przynajmniej złodzieje mają dobry gust – stwierdził ironicznie Hipp.
– Niestety, samochody były ubezpieczone przez naszą filię w Mediolanie. Policja nic nie robi. Mogłbyś nadstawić uszu, dobrze by ci zrobiło. Zbyt długie wakacje też ci nie pomogą.
– Mam inny pogląd. Nie przerwę urlopu. Przykro mi.
– Hippolyt...
– Przepraszam, baterie się wyczerpały. Ciao

Wyłaczajac telefonino, zastanowił się nad tym, co powiedział. Baterie się wyczerpały? Słaba wymówka dla Karla, ale jeśli chodzi o niego samego, trafione w dziesiatkę. To jego własne baterie nie działały, a nie te z komórki! A na dodatek nie wymyślił jeszcze sposobu na doładowanie. Już mu się to kiedyś zdarzyło, kiedy porzucił zawód policyjnego psychologa. Z powodu kilku morderstw, którym mógł zapobiec.
Podniósł filiżankę i wypił corretto. A teraz? Co tym razem poszło nie tak? Przysiągł sobie, że już nigdy nie będzie zajmował się morderstwami. Łącząc przyjemne z pożytecznym, wyspecjalizował się w tropieniu oszustw, ktore miały coś wspólnego z winem. Na winie przynajmniej trochę, a nawet całkiem nieźle się znał. Firma Talhammera zlecała mu od czasu do czasu jakieś błahe sprawy, niewymagajace żmudnego dochodzenia. Poza tym pisywał okazjonalnie do czasopisma dla wielbicieli wina. Nie można się było na tym wzbogacić. Prawdę powiedziawszy, nie dałoby się z tego życ, ale na szczęście przed laty otrzymał nieduży spadek, w tym mieszkanie we Frankfurcie. Sprzedał je i kupił ten skromny domek w Toskanii. Odziedziczona sumka wystarczała na wygodne acz skromne życie. Związane z tym zewnętrzne przejawy były mu bardziej niż obojętne, po prostu obchodził się bez nich. Lubił sprane podkoszulki, powyciągane kaszmirowe swetry, niewyprasowane spodnie i niegdyś znakomite buty, robione na zamówienie u szewca, te same od
dziesięciu lat. Na ubrania od dawna nie wydawał już pieniędzy. Jeździł zieloną ape, trzykołowym wehikułem z silnikiem od vespy. Uważał, że to całkiem praktyczny pojazd, wygodny w eksploatacji, rozwijający prędkość dostosowaną do jego spowolnionego trybu życia, z dużą powierzchnią do przewożenia ładunków, przeważnie kartonów z winem, co należy wiązać z jego pasją.
Wyczerpane baterie? Talhammer miał rację, przypominając mu o sprawie Praunsfelda. Kiedy to było? Hipp zastanowił się. Dwanaście miesięcy i czternaście dni temu zastrzelił się główny podejrzany. A on mógł temu zapobiec. Kolejny raz. I na dodatek stracił przyjaciółkę. To było wtedy. Adieu mon amour! Ciao bella!

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE