Powieść wystawia uczucia czytelnika na ciężką próbę. Z jednej strony oczywista jest empatyczna postawa wobec Eweliny, zrozumienie jej bólu, wczucie się w jej stan. Z drugiej – bohaterka, w swoim cierpieniu i żałobie jest egocentryczna i nachalna, co nie podlega już prostej akceptacji i niekoniecznie jest zrozumiałe, a jej ciągłe roszczenia stają się irytujące. Utrata dziecka była dla niej ogromnym szokiem, cierpieniem fizycznym i psychicznym, ale jednak jej osobistym, które każdy powinien uszanować, ale nie każdy musi się mu poddawać. Adam również stracił dziecko, jednak wydaje się pogodzony z losem, chce wrócić do swojego życia i starać się o nowe. Ewelina jednak wciąż nie potrafi uporać się ze swoimi emocjami, z pretensjami pochodzi do każdego, kto nie chce jej dłużej współczuć, kto nie żałuje, nie rozumie, że nadal jej trudno. Popada w konflikt z całym światem, a najbardziej z samą sobą. I sama sobie zostaje, odpychając każdego, kto próbuje wyciągnąć do niej rękę. Czy w końcu otworzy oczy, by zobaczyć, że
świat wokół niej nadal istnieje? Czy uświadomi sobie, że przeszłość to nie tylko ostatni rok JEJ życia? Czy zauważy coś więcej, poza swoim cierpieniem…? Czy utrata dziecka to dobra chwila na rachunek sumienia…?