Julie poderwała się, nagle zainteresowana zajściem.
- Powtarzam ci po raz ostatni: .jeżeli .jeszcze raz się
z nią zobaczysz, nie żyjesz.
Wtedy, tak samo niespodziewanie, odwrócił się i wypadł z sali. Studenci siedzieli zszokowani, nie mogąc uwierzyć w to, co zaszło. Rennick popatrzył w dół, unikając ich spojrzeń. Z zażenowaniem przekładał notatki, a potem zwrócił się do grupy.
- Proszę - odezwał się. - Co on miał na sobie?
Milczenie pełne zdziwienia.
- Co miał na sobie? Pan Lester?
- Hm, garnitur.
- Jakiego koloru?
- Niebieski - odezwał się ktoś z tyłu sali.
- Dobrze. Granatowy? Błękitny? Stalowoniebieski? Gładki? W prążki? Konkrety proszę. Zapadała coraz głębsza cisza, w miarę jak studenci zaczynali rozumieć, o co chodzi.
- Załóżmy, że jesteście świadkami morderstwa popełnionego przez tego człowieka. Policja ma podejrzanego, ale nie wie, czy złapała właściwą osobę. Będziecie musieli zeznawać przed sądem, a oskarżonemu może grozić kara śmierci. Tu kończy się zabawa. Musicie decydować. Jaki odcień niebieskiego?
- Granatowy - zaryzykował jakiś głos.
- Dobrze. Granatowy. Krawat jakiego koloru?
- Hm, nie zauważyłam.
- Ktoś chce pomóc?
- W paski - dobiegło z tyłu.
- Jakiego koloru paski?
- Czerwone i niebieskie, chyba.
- Czerwone i żółte - odezwał się ktoś inny zarazem stanowczo j wątpiąco.
- No, dochodzimy do czegoś - stwierdził Rennick. Spojrzał na Julie, a ona mrugnęła do niego.
- Granatowy garnitur, krawat w czerwone i żółte albo niebieskie paski. Jaki był wysoki?
- Duży - powiedział siedzący z tyłu student, a reszta wybuchnęła śmiechem, uwalniając narastające napięcie.
Rennick drążył.
- Nie możecie powiedzieć przed sądem, że był "duży".
Jak duży?
- Miał ponad metr osiemdziesiąt.
Ile ponad?
Trudno powiedzieć... siedzieliśmy.
Ja mam metr dziewięćdziesiąt dwa. Ilu z was sądzi, że on miał ponad metr osiemdziesiąt pięć?