Opowiadania te napisano w czasach, kiedy bohaterami książek nie musieli być koniecznie rówieśnicy czytelników. Nastolatki pasjonowały się przygodami dorosłych podróżników, odkrywców, wynalazców, rycerzy i zdobywców kosmosu. Wszyscy wymienieni pojawili się w „Smokach…” by odegrać swoje role w totalnie zaskakujących scenariuszach. Genialny wynalazca urodził się wśród jaskiniowców, na dodatek ma epokowego pecha. Inny wynalazca zamierza dowieść wyższości swojego projektu w slapstickowym wyścigu, przypominającym film o „Wspaniałych młodzieńcach w szalejących gruchotach”. Podróżnicy i odkrywcy znajdują zwykle zupełnie co innego, niż się spodziewali, smoki negocjują z rycerzami, a w moim ulubionym (obok rozczulającego „Żółwia Herkulesa”) opowiadaniu, autobus wpada w pętlę czasową, a piątka pracowników zakładu komunikacji radzi sobie zdumiewająco dobrze w epoce Imperium Rzymskiego, króla Artura i innych, ciekawych czasach.