Zagadka Kuby Rozpruwacza
Zagadka [Kuby](https://turystyka.wp.pl/kuba-6048545848095361c) Rozpruwacza ###Niepublikowany rękopis Artura Konan Dajla Z jęz. wielkobrytyjskiego przełożył Andrzej Pilipiuk
Jakub Wędrowycz wychylił musztardowkę pełną mętnego płynu i uśmiechnął się do swoich myśli.
- A myśli, im więcej pił, tym stawały się cieplejsze i klarowniejsze. Aparatura w kącie chałupy bulgotała kojąco, powietrze wypełniał subtelny zapach zacieru nastawionego na starym ziarnie i gnijących kartoflach. Kolor cieczy skapującej do kanistra był lekko brązowy, więc egzorcysta pomyślał, że warto by dodać trochę jakiegoś wybielacza, ale od pamiętnych przygód z prosiakami czuł pewien wstręt do ace.
- Chlorem by zaprawić - mruknął sam do siebie. - Tylko kto to potem zechce pić?
Uczone rozważania przerwała niespodziewana materializacja. W kącie pomieszczenia zamigotało, załomotało i wyrosła tam budka. Wyglądała jak telefoniczna, tylko miała przyciemniane szyby.
Jakub z szacunkiem popatrzył na resztę produktu w szklance.
- Cholera - powiedział. - Co za bimber. Zrobiłem już kiedyś taki, że białe myszki latały, i taki od białych piesków, taki od krasnoludków, i taki od różowych słoni, ale żeby budki telefoniczne?
Wewnątrz niej coś zabrzęczało. Egzorcysta wyciągnął z szuflady obrzyna i sprawdził, czy granat tkwi na miejscu w kieszeni. Drzwi budki otworzyły się. Ze środka wyszedł niski facet z pokaźnym brzuszkiem, ubrany w obcisły trykot. Jakub wypalił ze spluwy w sufit, a potem wskazał wymownym gestem podłogę.
- Lotnik, kryj się! - wykrzyknął zdanie zasłyszane w jakimś filmie.
Facet posłusznie klepnął.
- A teraz gadaj, szpiegu, kto cię nasłał? A jak się pomylisz, to zastrzelę - pociągnął leniwie za spust.
W klepisku obok głowy przybysza pojawiła się dziura.
- Nie zabijaj - gość odezwał się polsku, tyle że z bardzo dziwnym akcentem. - Jestem historykiem. Ja tu z własnej woli
- Historyk - mruknął Jakub. - Ja tam nauczycieli nit lubię. Wnuka mi w szkole gnębią. Nabił strzelbę dwoma nowymi pociskami. Tym razem były to naboje na dzika. Wiadomo, nie jest łatwo zabić agenta KGB...
- Ja nie jestem nauczycielem - wydarł się leżący. – Ja prowadzę badania historyczne!
- Tutaj? - Wędrowycz parsknął śmiechem. - A ta budka to co, przerzutnik zeroprzestrzenny do teleportacji?
- Właściwie nie powinienem mówić - gość z niepokojem popatrzył w wylot lufy.
- Czekaj... Jesteś historykiem i przyleciałeś badania robić, ubrany jesteś jak strach na wróble, gadasz niby po naszemu, ale dziwnie, znaczy, że to wehikuł czasu.
- Wolimy nazwę komunikator czasoprzestrzenny - facet starał się nadać swojemu głosowi maksymalnie dużo godności.
- Wstawaj, wstawaj - zezwolił egzorcysta, - bo jeszcze pomyślisz, że u nas, w dwudziestym wieku, gości się po podłodze tarza... A więc, jaki jest temat twojej pracy?
- Spisuję historię rządów Macieja Wędrowycza i w tym celu chciałem poznać też jego przodków...
Usiadł przy stole na krześle. Jakub podsunął mu musztardówkę.
- A to już słyszałem, że mój wnuk będzie przywódcą ludzkości - powiedział.
Gość ze zdumienia wytrzeszczył oczy.
- No, przylazł tu kiedyś taki goły kulturysta, mówił że jest uczniem od szewca... A, o - wskazał dłonią przez okno.
Metalowy, mocno już zardzewiały kościotrup stał na polu w charakterze stracha na wróble.
- Prawdziwy terminator! - zdumiał się historyk. – Nie wiedziałem, że któryś został wysłany do tej epoki.
- Do rzeczy - egzorcysta sprowadził go na ziemię.
- Czego chcesz się dowiedzieć?
Nalał do szklanki bimbru. Gość łyknął i zakrztusił się.
- Co to jest? - zapytał podejrzliwie.
- Bimber, zajzajer, berbelucha. Nie znacie tego?
- Spożywanie alkoholu etylowego zostało zakazane - wyjaśnił przybysz.
- Hy, prohibicja jest? - ucieszył się Jakub. - To zawiążemy spółkę. Przerzucisz mnie na miejsce, do twoich czasów. Ja urządzę bimbrownię, a zyskami się podzielimy.
- Ludzkość jest dumna, że opanowała tę plagę - gość ostrożnie odsunął od siebie szklankę.
- Ty to w ogóle kiedyś piłeś?
- Nigdy, i nie zamierzam.
Jakub westchnął.
- Czekaj, dam ci soku z malin.
Poszedł do spiżarki. Wyciągnął opróżnioną do połowy butelkę soku i dopełnił ją wódką. Wstrząsnął, żeby ciecze dobrze się wymieszały. Nalał historykowi do szklanki. Ten wypił z wdzięcznością.
- A więc, czego chcesz się dowiedzieć? - zapytał.
- Nie mogę zrozumieć, jakim cudem w ciągu dwóch pokoleń twój wnuk wspiął się z tej rudery na szczyty władzy i został dyktatorem całej planety?
- Hmm. Niech pomyślę - powiedział Jakub. - Zapewne pomogły mu odziedziczone po mnie spryt życiowy oraz inteligencja - uśmiechnął się skromnie.
- Siedemset tomowa encyklopedia powszechna podaje, że miał pan inteligencję na poziomie 70 IQ przy normie sto.
- A to znasz?
Jakub wyciągnął z kieszeni ogryziony ołówek i szybko napisał na blacie stołu kilkadziesiąt cyfr.
- Liczba do pięćdziesiątego miejsca po przecinku? - historyk wytrzeszczył oczy.
- Chyba będziecie musieli poprawić wasze encyklopedie- zachichotał egzorcysta. - Słuchaj, a każdy może tak latać w przeszłość?
- Nie. Tylko uprawnieni. Żeby odlecieć, trzeba mieć odpowiedni klucz kodowy. Poza tym istnieje patrol czasu. W każdej epoce ustanowiono specjalne placówki. Gdy ktoś nieuprawniony pojawia się na miejscu, od razu go likwidują...
- Człowiek człowiekowi wilkiem - mruknął Jakub.
- Ach, nie. To nie są ludzie, tylko specjalne, sztucznie wyhodowane bioroboty. Oczywiście z zewnątrz, a nawet od środka, przypominają ludzi, tyle tylko, że mają zwiększoną odporność na urazy i infekcje.
- I nikt się nie skapnął?
- No co ty. Przecież są nie do rozpoznania. Dopiero porównanie tkanek pod mikroskopem pozwoliłoby na wykrycie różnic.
Egzorcysta poskrobał się po głowie.
- A ludziska nie widzą, że podejrzane? Niby siedzą, nic nie robią, a pieniądze mają?
- Och, na to też jest metoda. Nasi agenci pracują w różnych zawodach. Prowadzą sklepy, hotele i inne miejsca, gdzie mogą przybywać podróżnicy w czasie, żeby nawiązać z nimi kontakt bez wzbudzania podejrzeń.
Gość wychylił właśnie trzecią szklankę soku. Patrzył już niezbyt przytomnie.
~ Co się ze mną dzieje? - zapytał.
- A jak się czujesz? - zaniepokoił się Wędrowycz.
- Jakbym nic nie ważył...
- To tak zwany stan nieważkości. Bimber, bracie - puknął butelkę z sokiem.
- To przed tym uciekali nasi przodkowie?
- Bimber to siła napędowa cywilizacji ludzkiej - wyjaśnił egzorcysta. - A tak w ogóle, to z którego jesteś wieku?
- Z dwudziestego szóstego - wymamrotał gość i klapnął jak długi na podłogę.
- Co się z tą ludzkością zrobiło? - pokręcił głową egzorcysta. -. Zupełny zanik odporności. No, ale jak tyle pokoleń nie piją, to nic dziwnego.
Nakrył leżącego starym kocem i podszedł do budki telefonicznej. Była zamknięta.
- Cholera - mruknął, grzebiąc w kieszeni.
Wyciągnął garść wytrychów, ale to mu nie pomogło, bo w drzwiczkach nie było dziurki od klucza, tylko szczelina jak w automacie telefonicznym. Jakub zaczął przetrząsać kieszenie śpiącego. Znalazł w nich wreszcie nieduży prostokąt z dziwnego metalu. Gdy tylko wetknął go w odpowiednie miejsce, drzwi otworzyły się z trzaskiem. Wszedł do środka i popatrzył uważnie na setki zegarów, pokręteł oraz przełączników.