"Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy - epilog.". Umieranie jest dziwne. Szczególnie gdy masz 8 lat i jesteś Nel
Umarł Wam ktoś kiedyś? Jedno pytanie sprawia, że w naszej głowie pojawia się widok osoby, za którą tęsknimy najbardziej. A co jeśli chodzi o mamę? Tym straszniejsza wydaje się ta wizja dla większości z nas. W "Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy - epilog." doświadczamy śmierci na innej płaszczyźnie. Nim przyjdzie kres, pora jeszcze na ostatnią podróż. I to w wyjątkowym towarzystwie, bo z sienkiewiczowskimi postaciami u boku.
Piotr Domalewski, reżyser "Cichej Nocy" i "Ministrantów", zadebiutował w teatrze ze sztuką "Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy - epilog.". I już na samym wstępie mogę Wam powiedzieć, że debiut ten był niezwykle udany. Jeśli każdy transfer ze szklanego ekranu na deski teatru miałby tak wyglądać - spokojnie możemy porzucić już kino i rozsiąść się wygodnie w teatralnych siedziskach, bo emocji tu na pewno nie brakuje.
"W pustyni i w puszczy" Sienkiewicza to relikt przeszłości
"W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza to powieść, którą zna chyba każdy. Choć dzieło noblisty ma już ponad 100 lat i jego aktualność wraz z politycznymi poprawnościami może budzić pewne zastrzeżenia, to niewątpliwie wychowało całe rzesze Stasiów i Nel, którzy też chcieli zamieszkać w baobabie i przeżyć afrykańską przygodę. W dyskursie publicznym pojawiały się już jednak debaty, że pozycja ta jest wysoce nieaktualna. Zarzucano jej rasistowski wydźwięk i sugerowano, że powinna zniknąć z pozycji lektur obowiązkowych. Ale to już temat na inną dyskusję. W Teatrze Starym wydarzenia inspirowane "W pustyni i w puszczy" są opowieścią o umieraniu, niespełnionych ambicjach, zawodach życiowych, rodzinie i poszerzaniu horyzontów.
Krzyż oświęcimski i medal po dziadkach. "Mam szacunek do tego, skąd jestem"
Domalewski, inspirując się historią Nel, Stasia, Kali i Mea, stworzył przede wszystkim historię o rodzinie, która musi zmierzyć się z największą stratą, jakiej można doświadczyć: śmiercią. Spektakl jest opowieścią o trójce dorosłego rodzeństwa, które pewnego dnia musi nauczyć się funkcjonować w zupełnie nowej rzeczywistości. Okazuje się bowiem, że ich matka zachorowała, i wskutek upadku uważa, że jest Nel z "W pustyni i w puszczy". Jej pociechy to kolejno Staś, Kali i Mea. Dorosłe już dzieci, by wciąż pozostać w kontakcie z rodzicielką, wraz z nią muszą zanurzyć się w sienkiewiczowskiej powieści. Nie wiedzą jednak, że na kolejnych kartach lektury, odnajdą również swoje historie.
Jak na kartach lektury szkolnej odnaleźć siebie?
Staś (Filip Perkowski), pośrednik nieruchomości, otrzymuje telefon w pracy. To jedno z tych połączeń, którego żadne z nas nie chce odbierać. Mężczyzna dowiaduje się, że matka trafiła do szpitala. Na miejscu spotyka rodzeństwo - Zofię, nauczycielkę (w tej roli Katarzyna Krzanowska) i Gustawa, montera (Radosław Krzyżowski). Po kilku dyskusjach zapada decyzja - Stanisław zajmie się matką (fenomenalna Dorota Pomykała). Przecież to oczywiste: nie ma rodziny, dzieci, dobrze radzi sobie finansowo, to on będzie więc idealnym kandydatem by zamieszkać z chorą rodzicielką. Mężczyzna nie pozostaje jednak sam z trudną sytuacją. W ramach NFZ przysługują mu bowiem aż trzy wizyty z psychotraumatolożką (w tej roli genialna Dorota Segda). To właśnie dzięki rozmowom z kobietą ma okazję zajrzeć w głąb siebie. Zaczyna w nim nawet kiełkować myśl, że jeszcze coś w tym swoim życiu wiele może zmienić.
Na scenie obserwujemy więc wewnętrzne walki każdego z rodzeństwa. Zofia, podobnie jak matka, jest nauczycielką. Przytłacza ją ilość obowiązków i proza życia codziennego. Gustaw nie radzi sobie z emocjami i nie układa mu się w małżeństwie, a Stanisław już dawno się poddał, a jego życie kręci się wokół pracy. Nie brak u niego jednak chęci zmiany rzeczywistości. Próba sięgania dalej i głębiej daje swój wyraz w niecodziennych snach mężczyzny. Śni bowiem o Lidze Międzykolonialnej, czyli organizacji z okresu międzywojennego, która propagowała idee polskich kolonii w Afryce. I choć wątek ten ma nawiązywać również do "W pustyni i w puszczy", to w całym spektaklu wydawał mi się zbędny. Miałam ochotę przewinąć te fragmenty, bo choć momentami bawiły publikę, to wydawały się nieco wciśnięte na siłę w fabułę.
"Umieranie jest dziwne"
Na szczególną uwagę zasługują natomiast kreacje aktorskie. Dorota Pomykała w roli matki była wybitna. Doskonale pokazała emocje chorej, starszej osoby, która została zaklęta w mentalności dziecka - tu, 8-letniej Nel z "W pustyni i w puszczy". Aktorka grała całą sobą, od intonacji, po sposób poruszania się. Nie bez wyrazu pozostało też rodzeństwo. Perkowski, Krzyżowski i Krzanowska odegrali postacie do bólu prawdziwe, w których każdy z nas może odnaleźć cząstkę siebie.
Domalewski stworzył spektakl wyjątkowy, bo tak bardzo bliski każdemu z nas. I choć sztuka w rzeczy samej jest o umieraniu, to nie brak w niej również tych radosnych chwil, czy nawet komicznych. Publika co jakiś czas wybuchała głośnym śmiechem, ale i ukradkiem ocierała łzy. Takiego spektaklu w Teatrze Starym nie było dawno. I mimo że trwa ponad trzy godziny, to chyba mało kto spoglądał w trakcie na zegarek. Widzowie zresztą podsumowali pracę aktorów, racząc ich kilkunastominutowymi owacjami na stojąco. Wzruszeni wydawali się nawet i oni.
"Umieranie jest dziwne" i nie ma w nim nic budującego. Spektakl "Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy - epilog." jest jednak o czymś więcej. Jest o życiu, które marnujemy na walkę z oczekiwaniami, niespełnionymi ambicjami i lękiem przed zmianami. Sęk w tym, by ocknąć się we właściwym momencie.
Magdalena Konarska, dziennikarka Wirtualnej Polski