Berlinale w cieniu Rosji. Kontrowersje po afterparty
Wystarczy jedno zdjęcie z imprezy, by rozpętać burzę. Charli XCX znalazła się w centrum krytyki po udziale w oficjalnym afterparty Berlinale. Powód? Organizatorzy wydarzenia i ich powiązania z inicjatywami działającymi na okupowanych terytoriach Ukrainy.
Festiwale filmowe od lat próbują udowodnić, że są przestrzenią sztuki, a nie polityki. Rzeczywistość jednak uparcie przypomina, że te dwa światy trudno dziś od siebie oddzielić. Najnowszym przykładem jest sytuacja wokół Charli XCX, która pojawiła się na oficjalnym afterparty Berlinale w Berlinie.
Impreza miała być naturalnym przedłużeniem premiery filmu "The Moment", mockumentu w reżyserii Zaydana Zamiriego, w którym artystka występuje. Po pokazie w niemieckiej stolicy zorganizowano wydarzenie towarzyszące. Organizacją zajęła się rosyjska modelka i DJ-ka Anastasia Szewtsowa, działająca pod pseudonimem Petit.
I właśnie ten szczegół stał się początkiem kontrowersji. Szewtsowa jest córką Żanny Shewtsowej, założycielki fundacji "Traditsija". Organizacja ta przedstawia się jako inicjatywa realizująca projekty społeczne, ale jak wskazują publicznie dostępne informacje, prowadzi działania również na terytoriach Ukrainy pozostających pod rosyjską okupacją.
Święto tańca czy wiec wyborczy? Burzliwy start karnawału
Fundacja współpracuje z rosyjskim Prezydenckim Funduszem Inicjatyw Kulturalnych i realizuje projekty m.in. w Doniecku, Ługańsku czy Mariupolu.
Na stronie internetowej organizacji można znaleźć zapisy mówiące o "integracji Donbasu i wyzwolonych terytoriów w jednolitą przestrzeń kulturową i edukacyjną". Język, który dla ukraińskich środowisk artystycznych brzmi jednoznacznie, jako element rosyjskiej narracji dotyczącej okupowanych regionów.
Wątek ten szybko podchwycili ukraińscy artyści i aktywiści. Krytyka nie dotyczyła samej obecności Charli XCX na imprezie, lecz kontekstu wydarzenia. Według przedstawicieli ukraińskiego środowiska kulturalnego zarówno zespół artystki, jak i management klubu mieli zostać poinformowani o tle organizatorów i ich rodzinnych powiązaniach.
Pomimo apeli o odwołanie afterparty, wydarzenie odbyło się zgodnie z planem. W przestrzeni publicznej zaczęły krążyć zdjęcia i nagrania z imprezy. Na jednym z nich widać Charli XCX tańczącą przy DJ-skim stanowisku. Obrazy typowe dla festiwalowych realiów, które w tym przypadku stały się elementem znacznie szerszej debaty.
Bo sprawa szybko przestała dotyczyć jednej nocy w Berlinie. W tle pojawiły się informacje o wcześniejszych aktywnościach Szewtsowej. W 2024 r. miała odwiedzać okupowane części obwodów donieckiego i ługańskiego, organizując tam projekcje filmu "Road to a Dream", produkcji powstałej przy wsparciu rosyjskiego funduszu kulturalnego.
Projekt, według dostępnych danych, objął tysiące ukraińskich dzieci żyjących na terenach okupowanych.
Równolegle ogłoszono, że "The Moment" trafi do kin w Rosji. Prawa dystrybucyjne nabyła firma Russian Report, a premiera zaplanowana jest na wiosnę. Film, który zadebiutował globalnie na Sundance, zaczyna więc funkcjonować również w rosyjskiej przestrzeni kinowej.
To kolejny element układanki, który dla krytyków ma znaczenie symboliczne. Cała sytuacja wpisuje się w szerszą dyskusję, znaną już z innych przypadków. Podobne emocje budziła obecność rosyjskich artystów na europejskich scenach, w tym sopranistki Anny Netrebko. Krytycy argumentują, że kultura - świadomie lub nie - staje się narzędziem miękkiej siły.
Zwolennicy oddzielania sztuki od polityki odpowiadają, że festiwale powinny pozostać przestrzenią artystycznej wolności. Problem w tym, że granice tych światów coraz częściej się zacierają.
Współczesna popkultura działa w rzeczywistości, w której każdy gest, każde publiczne pojawienie się i każde zdjęcie z imprezy może zostać odczytane jako komunikat. Nawet jeśli intencją jest wyłącznie celebracja premiery filmu. W Berlinie znów okazało się, że sztuka nie funkcjonuje w próżni.