"Moje ciało oglądają z każdej strony jak lalkę". Bambi o presji i hejcie
Wątek ciężkiego życia gwiazd coraz częściej pojawia się w utworach oraz publicznych wypowiedziach popularnych polskich artystów. Ciemne strony sławy są głównym tematem najnowszej piosenki Bambi pod tytułem "LET IT B".
Do grona młodych artystek, które zwracają uwagę na wysoką cenę popularności - takich jak Julia Wieniawa czy Roksana Węgiel - dołączyła 22-letnia Bambi, jedna z najsławniejszych piosenkarek w Polsce. Michalina Włodarczyk najpierw była uczestniczką programu "The Voice Kids", a następnie, już jako raperka Bambi, rozpoczęła błyskawiczną karierę muzyczną, w której pomogła jej współpraca z Young Leosią, jak również megaprzebój "Woda księżycowa" nagrany z Kubi Producentem i Fukajem.
Fukaj: nigdy nie rozumiałem, jak można bać się sukcesu [WYWIAD]
W ciągu dwóch lat wydała dwa albumy studyjne, ma na koncie platyny, nagrody oraz rekordy odtworzeń w serwisach streamingowych. W jednym z utworów z zeszłorocznej płyty "Trap Or Die" rapowała: "przejmuję cały mainstream, 200 mam IQ". Tak wyjątkowe gwiazdy rzadko się zdarzają.
Najnowszą piosenkę Bambi, "LET IT B", media nazywają jej "najbardziej osobistym, przełomowym utworem", "rozliczeniem z przeszłością", "symbolicznym oczyszczeniem", a przede wszystkim wstrząsającą opowieścią o presji i hejcie. W tekście rzeczywiście głównym tematem jest mroczne oblicze sławy. Bambi śpiewa o popadaniu w obłęd, płakaniu po koncertach, czuciu się "tylko jak zero", o wątpliwościach i myślach, które zabijały jej ego. W pewnym momencie wokalistka wyznaje nawet: "czuję, że umieram". W jej dotychczasowej, radosnej twórczości sporadycznie pojawiały się podobne motywy. Rok temu w piosence "4MYGANG" śpiewała: "na scenie płaczę w środku, a ty widzisz uśmiechniętą twarz".
LET IT B
W nowym singlu rozwija ten wątek. "Hejtują mój uśmiech, no to przestałam się śmiać przed kamerą" - rapuje z rosnącą złością, a następnie dodaje: "czemu, k..., każdy ruch przed kamerą?". Jest to pytanie, które powinna zadać sama sobie. Do tej pory wszystkie ruchy raperki były wyraźnie obliczone na zdobycie coraz większego rozgłosu.
Bambi nigdy nie unikała obiektywów, mediów, wywiadów ani kontraktów reklamowych. Została ambasadorką marki Adidas, stworzyła własny zestaw dla sieci restauracji McDonald's, a nawet wypuściła chrupki Bambiszonki sprzedawane w Żabkach. Należała do gwiazd, które chętnie dzielą się swoją prywatnością, a nawet związała się z popularnym raperem, Okim. Teraz rapuje: "nie czułam, że to sukces, tylko dramat jak Hamlet". Cóż, tę trudną, szekspirowską rolę poniekąd sama dla siebie wybrała.
W nowym utworze skarży się także na uprzedmiotowienie i utowarowienie jej fizyczności. "Moje ciało oglądają z każdej strony jak lalkę" - wyznaje, a w wideoklipie jej komputerowy model 3D błąka się po widmowych przestrzeniach, co ma ilustrować poczucie zagubienia i odrealnienia, jakiego piosenkarka zaznała, będąc osobą non stop obserwowaną i ocenianą. Jeszcze dwa lata temu czuła się nieco bardziej komfortowo jako produkt, przechwalając się w jednej ze zwrotek: "kupują mnie brandy największe w tym kraju, sprzedaję im siebie w najlepszym wydaniu".
Wątek pieniędzy, które szczęścia nie dają, stał się popularnym motywem w polskim mainstreamowym rapie. Quebonafide nagrał całą płytę o męczącej sławie, odgrywając przy okazji niezbyt zabawną rolę zwykłego, smutnego Jakuba Grabowskiego z Ciechanowa, a Taco Hemingway stworzył koncept album o swoim kryzysie psychicznym. Teraz obaj raperzy są jeszcze sławniejsi i bogatsi niż wcześniej, czyli znowu dramat jak "Hamlet", bez happy endu.
"Nie byłam nigdy ideałem, nigdy nie będę" – deklaruje Bambi w "LET IT B", ale akurat tego wątku nie rozwija, a szkoda. Mogłaby przynajmniej wspomnieć o dominującym przekazie, jaki zawarła na swoich poprzednich dwóch płytach. O piosenkach, w których 90 procent treści literackich poświęca komplementom pod własnym adresem, klubom nocnym, drogim autom, drogim ciuchom, milionom na jej koncie, a przede wszystkim melanżom i używkom.
Bambi słynie przecież z poetyckich wersów takich jak "drina goni kolejny drin, browar, wóda, gin" czy "wóda, bass i weed". Jest także autorką błyskotliwych bon motów godnych Oscara Wilde'a: "alkohol to wróg, więc leję go w mordę". W jej repertuarze trudno znaleźć choćby jeden tekst wolny od promocji "substancji". A cały ten przekaz jest z pełną świadomością kierowany do najmłodszych słuchaczy, często do dzieci, które widzą w niej idolkę.
Bambi natomiast widzi w sobie tylko ofiarę. "LET IT B" jest właściwie w całości napisane z perspektywy ofiary: sławy, branży, mediów, hejterów, fałszywych przyjaciół. Nikt nie kwestionuje tego, że skutki uboczne tak ogromnego sukcesu odniesionego w tak młodym wieku mogą być destrukcyjne. Nikt jednak nie zabrania gwiazdom w krytycznym momencie ograniczyć swojej medialnej obecności. Nikt nie zabrania im zarabiać mniej, ale zdrowiej. Mogliby przynajmniej dla higieny psychicznej nie czytać nienawistnych komentarzy albo tłumaczyć sobie, jak mama przykazała, że to tylko przejawy zazdrości. W tekście Bambi zwraca się do swoich fanów: "dziękuję wam za wsparcie". W teledysku po jej twarzy spływa samotna łza. Jak zwykle znalazło się również miejsce dla paru wersów o wódce. Warto dodać, że pod względem muzycznym piosenka jest całkiem dobra.
Oczywiście artyści mogą pisać i śpiewać o wszystkim, co myślą i czują, a jako ludzie są istotami pełnymi sprzeczności. Dlatego na trzeciej płycie Bambi, która ma być "zupełnie nowym rozdziałem w jej twórczości", dramatyczne kompozycje o mrocznych stronach popularności będą prawdopodobnie sąsiadowały z piosenkami gloryfikującymi dokładnie ten sam fejm - i hajs, i lajfstajl - który w "LET IT B" został ukazany jako wręcz szekspirowska tragedia. Z pewnością ma to wszystko jakiś głębszy sens. Zresztą, gdyby najsławniejszy pisarz świata żył w naszych czasach, byłby przecież raperem.