Trump poprawia historię. Nowy portret w planach
Prezydencki portret miał być formalnością. Tymczasem Donald Trump chce zmian. Obraz zamówiony po jego odejściu z urzędu utknął w procedurach, a Biały Dom zapowiada nową wersję, która ma objąć pełny bilans prezydentury. Sprawa wywołała poruszenie w świecie sztuki.
Od czasów George’a Washingtona obowiązuje niepisana tradycja: prezydent po zakończeniu kadencji otrzymuje oficjalny portret. Najczęściej jest to klasyczne malarstwo olejne, odsłaniane już po opuszczeniu urzędu. W przypadku Donalda Trumpa ta historia nabrała jednak nieoczekiwanego zwrotu.
Były prezydent pozował artyście Ronaldowi Sherrowi krótko po odejściu z Białego Domu w 2021 roku. Obraz był gotowy do przekazania do National Portrait Gallery w 2022 roku. Problem w tym, że w międzyczasie Trump ogłosił start w kolejnych wyborach.
Jak przypomina "The New York Times", galeria nie eksponuje portretów prezydentów, którzy formalnie nie zakończyli swojej kariery politycznej. Procedura została więc wstrzymana.
SouthFest 2026. Pierwszy festiwal Hip-Hopowy na Podhalu
Teraz głos zabrał Biały Dom. W oficjalnym komunikacie przekazano, że Trump oczekuje nowego portretu, który odda "pełny zakres jego prezydentury".
Według rzecznika administracji były prezydent docenił dotychczasowy obraz, ale liczy na dzieło, które podsumuje zarówno jego pierwszą, jak i obecną kadencję.
Portret Sherraa – ukończony jeszcze przed śmiercią artysty – miał przedstawiać Trumpa podczas wiecu, z Białym Domem w tle. Wdowa po malarzu podkreślała, że obraz uchwycił "energię, ruch i bezwzględną determinację".
Ronald Sherr nie był debiutantem w świecie politycznych podobizn. Wcześniej malował m.in. George’a H.W. Busha, George’a W. Busha, a także takie postaci jak Colina Powella, Johna Boehnera czy Nancy Pelosi. W planach był również portret sędziego Anthony’ego Kennedy’ego.
Co ciekawe, sama National Portrait Gallery przyznała, że nie była świadoma, iż Trump formalnie wystąpił o nową wersję portretu.
W tle pozostaje jeszcze jedna kwestia. Oficjalny portret Joe Bidena, który zakończył urzędowanie w ubiegłym roku, wciąż nie został odsłonięty.
Jego poprzednicy z Partii Demokratycznej trafiali na ściany galerii w wykonaniu gwiazd współczesnej sztuki. Baracka Obamę sportretował Kehinde Wiley, a Billa Clintona – Chuck Close.
Dziś sprawa portretów ponownie pokazuje, że nawet najbardziej ceremonialne tradycje potrafią zamienić się w polityczny spektakl.