Jakub Żulczyk w obronie Taco Hemingwaya. "To nie jest reklama"
Spór o wers Taco Hemingwaya szybko stał się czymś więcej niż dyskusją o rapie. W centrum uwagi znalazł się Jakub Żulczyk, który w ostrych słowach zakwestionował logikę urzędników. "Próba artystycznej cenzury" - napisał pisarz.
Gdy w grudniu 2025 r. w serwisach streamingowych pojawiły się "Latarnie wszędzie dawno zgasły", fani wiedzieli, czego się spodziewać: miejskich historii, celnych obserwacji i wersów, które szybko zaczynają żyć własnym życiem. Jednym z nich okazał się fragment utworu "Zakochałem się pod apteką".
"Idę rano po solpadeinę" - rapuje Taco Hemingway, a internet robi to, co robi najlepiej: reaguje natychmiast. TikTok zalewa fala filmów, zdjęć i odniesień do leku. W niektórych aptekach produkt znika z półek. I wtedy do gry wchodzi Główny Inspektorat Farmaceutyczny.
Pod koniec stycznia urząd pyta producenta, czy użycie nazwy odbyło się za jego wiedzą i zgodą. Odpowiedź jest krótka: nie. W ślad za tym pojawia się stanowisko. "Jeżeli artysta nie miał takiego zlecenia ani upoważnienia, to prowadzi niedozwoloną reklamę" - napisał Łukasz Pietrzak, Główny Inspektor Farmaceutyczny, w oświadczeniu przekazanym PAP.
SouthFest 2026. Pierwszy festiwal Hip-Hopowy na Podhalu
Sprawa szybko wychodzi poza farmaceutyczne procedury. Głos zabrał Jakub Żulczyk, który w mediach społecznościowych staje w obronie rapera.
"Kompletnie nie rozumiem stawianego przez GIF zarzutu o rzekomej ukrytej reklamie" – pisze Żulczyk. I od razu precyzuje logikę swojego stanowiska: "Moim zdaniem ta miałaby miejsce, jeśli raper podpisałby jakąś niejawną umowę z producentem leku i za wynagrodzenie zobowiązałby się go reklamować w piosence. Nic takiego, jak rozumiem, nie miało miejsca".
Wpis Jakuba Żulczyka nie jest tylko obroną jednego artysty. To szersza refleksja o języku i twórczości. "Jest w pełni dozwolone używanie nazw własnych, w tym produktów handlowych w poezji, prozie, tekstach utworów etc" - zauważa. I ostrzega przed konsekwencjami: "Zabranianie artystom używania nazw własnych różnych produktów czy marek to (…) próba artystycznej cenzury".
W tle pozostaje oczywiście kontekst medyczny. "Solpa" zawiera kodeinę - substancję o działaniu uzależniającym. Farmaceuci przypominają, że przy podejrzeniu nadużywania mają prawo odmówić sprzedaży. Jak tłumaczy na TikToku farmaceutka Katarzyna Silczuk, odmowa nie jest złą wolą, lecz elementem opieki farmaceutycznej.
Prawo jest w tej historii jednoznaczne: reklamę produktu leczniczego może prowadzić wyłącznie podmiot odpowiedzialny lub ktoś działający na jego zlecenie. Pytanie brzmi jednak, czy wers w piosence automatycznie staje się reklamą.
Żulczyk podsumowuje sprawę w swoim stylu - krótko i bez niedomówień: "Jeszcze raz, piosenka Taco nie jest reklamą". I dodaje porównanie, które szybko zaczęło krążyć po sieci: "Równym absurdem byłoby stawianie Pezeta przed sądem za tekst piosenki 'Szósty zmysł'".
Na razie album pozostaje dostępny online, a fizyczne wydanie ma trafić do sprzedaży w marcu. Czy utwór ukaże się w niezmienionej formie? Odpowiedź poznamy zapewne szybciej niż w podobnych sporach z przeszłości. Bo w epoce streamingu nawet decyzje administracyjne muszą nadążać za tempem kultury.