Edyta Górniak odcina się od przeszłości. "Superpower" mogło być przełomem
Edyta Górniak wraca z "Superpower" i próbuje udowodnić, że wciąż ma kontrolę nad własną historią. Nowy singiel brzmi nowocześnie i momentami zaskakuje szczerością, ale wciąż za mało w nim świeżości i charakteru, by mówić o powrocie, który naprawdę coś zmienia.
Do Edyty Górniak od lat przylgnęła łatka artystki, która bardziej funkcjonuje w medialnym szumie niż na rynku muzycznym. I trudno się z tym spierać; jej ostatni album ukazał się 14 lat temu. W międzyczasie dostaliśmy 17 singli, które z różnym skutkiem próbowały przebić się do świadomości słuchaczy. Największym echem odbiła się "Andromeda" z 2019 r., podczas gdy ubiegłoroczne "I Remember" przeszło praktycznie niezauważone.
Przez lata powracał też zarzut, że Górniak nie potrafi znaleźć własnego brzmienia. Że zamiast wyznaczać kierunek, raczej próbuje nadążyć za tym, co aktualnie modne. W efekcie kolejne utwory bywały poprawne, ale pozbawione wyrazu. "Superpower" pojawia się więc w momencie szczególnym - również dlatego, że wokalistka znów znalazła się w centrum uwagi za sprawą filmu dokumentalnego o samej sobie.
Edyta Górniak: ludzie oduczyli się widzieć we mnie człowieka [WYWIAD]
I trzeba uczciwie przyznać - Górniak podejmuje próbę. W wersji na 2026 rok zrzuca z siebie ciężar pomnikowej diwy i próbuje odnaleźć się w nowoczesnym popie. "Superpower" to utwór osadzony we współczesnej estetyce - radiowy, wygładzony, momentami wręcz podręcznikowy. Ale pod tą warstwą kryje się coś więcej niż tylko kolejna próba dopasowania się do trendów.
Tekst, jak na standardy mainstreamowego popu, jest zaskakująco osobisty. Czy to pełna autobiografia? Niekoniecznie. Bardziej manifest - podkreślenie momentu, w którym artystka przestaje oglądać się na innych i zaczyna mówić własnym głosem. W refrenie wybrzmiewa deklaracja: "Gdy fleszy błysk, a wokół setki kamer / Ja jestem sobą, to mój superpower". To wyraźny sygnał, że Górniak chce zamknąć swoją wieloletnią, momentami dość burzliwą relację z mediami i opowiedzieć się na nowo. Tym razem jednak na własnych zasadach.
Na uwagę zasługuje także wątek korzeni. Górniak po raz pierwszy tak wyraźnie sięga po temat swojego romskiego pochodzenia - przez lata obecny raczej w medialnych narracjach niż w jej twórczości. Tym razem robi to wprost, podkreślając, że chciałaby być jak ojciec i że to właśnie jemu zawdzięcza "etniczną krew". To jeden z ciekawszych i bardziej autentycznych momentów utworu, który wyłamuje się z popowej przewidywalności.
Edyta Górniak - SUPERPOWER [Official Lyric Video]
Szkoda tylko, że "Superpower" potyka się tam, gdzie nie powinno. Tekst momentami wpada w dobrze znane, wyświechtane frazesy. Gdy słyszymy wersy w rodzaju: "Powiedz mi, jak zostać normalnym, gdy świat tak brutalny" czy "Najprostsze słowo czasem kruszy kamień, a wielka rzecz zaczyna się od małej", trudno oprzeć się wrażeniu, że to frazy skrojone pod uniwersalny refren, a nie realne emocje. Brzmią znajomo? Aż za bardzo. Oczywiście, w popie często chodzi o to, żeby było chwytliwie i rytmicznie. Problem w tym, że od artystki tej klasy oczekuje się jednak czegoś więcej niż sprawnego operowania banałem.
Produkcyjnie jest poprawnie, a momentami nawet bardzo dobrze. Nowoczesne brzmienie dobrze współgra z wokalem Górniak, który, co warto podkreślić, wciąż pozostaje jej najmocniejszym atutem. Singiel brzmi przyzwoicie i bez kompleksów wobec zagranicznych produkcji. I być może właśnie dlatego można uznać ten numer za jedną z ciekawszych propozycji w jej katalogu z ostatnich lat.
Największą wadą tego numeru jest fakt, że niczym on się nie wyróżnia. To sprawnie zrealizowany popowy kawałek, który równie dobrze mógłby znaleźć się w repertuarze wielu innych artystek. Nie ma tu momentu, który zatrzymuje słuchacza na dłużej. Nie ma też tego "czegoś", co pozwoliłoby mówić o powrocie w wielkim stylu.
I może właśnie tego w "Superpower" brakuje najbardziej - świeżości. Tego momentu, w którym słuchacz nagle podnosi głowę i myśli: "okej, to jest coś innego". Tego, co w tym roku pokazała Rosalia, znów mieszając estetyki i udowadniając, że w popie wciąż można przesuwać granice. Albo tego, co kilka lat temu zrobiła Dua Lipa, kiedy tchnęła w mainstream nowe życie i brzmienie natychmiast rozpoznawalne. U Górniak wszystko jest na swoim miejscu, tylko że dokładnie tak samo poukładane rzeczy słyszeliśmy już wielokrotnie. A bez elementu zaskoczenia nawet najlepiej wyprodukowany numer zostaje po prostu jednym z wielu.
Zwłaszcza że Górniak od lat podkreśla współpracę z czołowymi producentami na świecie. W takim kontekście oczekiwania rosną automatycznie. I niestety - "Superpower" ich nie spełnia. To nie jest utwór, który przypomina o jej największych sukcesach ani taki, który mógłby na nowo ustawić ją w centrum popowej sceny.
Nie zmienia to faktu, że kierunek obrany przez artystkę wydaje się słuszny. Odejście od balladowej przeszłości i repertuaru, który towarzyszył jej przez ponad trzy dekady, to ruch odważny i w gruncie rzeczy potrzebny. "Superpower" pokazuje, że Górniak nadal chce szukać, eksperymentować i redefiniować siebie.
Na razie to nie jest powrót gwiazdy wielkiej klasy. To co najwyżej próba przypomnienia, że wciąż jest na sali. Może z tego powstanie cała płyta?
Bartosz Sąder, dziennikarz Wirtualnej Polski