"Zbrodnia w zajezdni" wydarzyła się naprawdę. Morderca nie miał litości. Dwukrotnie przejechał ofiarę autobusem
To była chwila. Nic nie zdążył zrobić. Wiedział, że zginie uderzony przez nieoświetlony autobus. I choć był pijany, tylko on zdawał sobie sprawę z tego, kto siedział za kierownicą. Milicja, która przybyła na miejsce wypadku, początkowo założyła, że denat zabrał tę wiedzę do grobu. Czyżby mieli do czynienia ze zbrodnią doskonałą? Nic z tego.