Krzyż oświęcimski i medal po dziadkach. "Mam szacunek do tego, skąd jestem"
Ireneusz Czop w "Zapiskach śmiertelnika" gra mężczyznę, który rozmawia ze swoim zmarłym ojcem. Symboliczna rozmowa "zza grobu" nie jest dla aktora jedynie filmowym zabiegiem. Jak przyznaje, to motyw, który bardzo silnie rezonuje z jego własnym doświadczeniem.
- Ja rozmawiam ze swoim ojcem, który odszedł - mówi bez wahania w nowym odcinku "Kultury Wpełni" Ireneusz Czop. To filmowe spotkanie z ojcem, graną przez Mariana Dziędziela postacią, uruchamia w aktorze refleksje o rodzinnych korzeniach, dziedziczeniu i odpowiedzialności wobec tych, którzy byli przed nami.
- Mam duży szacunek do przodków. Nawet jeżeli ich nie znam, to noszę to DNA w sobie. Skądś jestem, dokądś podążam. Coś po sobie jednak zostawiamy - twierdzi aktor.
I choć nie wie, czy zmarli "widzą" to, co dziś robi, jedno pozostaje niezmienne: - Mam szacunek do tego, gdzie jestem i skąd jestem.
Rozmowy z tymi, którzy odeszli, są też sposobem mierzenia się z własnymi słabościami. Aktor przywołuje nieliczne pamiątki po dziadkach - materialne ślady, które stały się moralnymi punktami odniesienia.
- Mam niewiele pamiątek po dziadkach. Jedna to medal mojego dziadka Kazimierza. Druga to srebrny krzyż oświęcimski mojego dziadka Piusa, który był na Majdanku - zwierza się Czop.
To one pomagają mu zachować proporcje w trudnych momentach: - Jak mi jest ciężko, to patrzę na to i mówię: co ty marudzisz?
Czop nie idealizuje jednak przeszłości. W wewnętrznych dialogach pojawiają się pytania o schematy przekazywane z pokolenia na pokolenie: - Zastanawiam się: "ten wdruk narodowy, że alkohol załatwia wszystko? A to była miłość czy układ?".
Najbardziej intymne pozostają rozmowy z ojcem wciąż obecne w jego myślach, czasem ironiczne, czasem surowe: - Mówiłby: "mógłbyś sobie znaleźć jakiś porządny zawód, a nie fiki-miki na scenie".